$ 44.72 € 51.75 zł 12.01
+25° Kijów +25° Warszawa +23° Waszyngton

Prawo do obrony przez adwokata. Sprawa Borzych przeciwko ZN

UA NEWS 14 sierpnia 2026 17:50
Prawo do obrony przez adwokata. Sprawa Borzych przeciwko ZN

Pozew adwokata Dmytro Borzycha przeciwko serwisowi ZN.UA oraz dziennikarce Innie Vedernikowej wywołał spore poruszenie w środowisku medialnym. Instytut Mediów stwierdził, że dostrzega w tej sprawie oznaki SLAPP – strategicznego pozwu sądowego, który może być wykorzystywany do wywierania presji na dziennikarzy i ograniczania debaty publicznej.

Istnieje jednak zasadnicza różnica między pojęciami „pozew przeciwko dziennikarzowi” a „SLAPP”. Sam fakt, że osoba zwraca się do sądu w związku z informacją, którą uważa za nieprawdziwą lub naruszającą jej honor, godność, reputację biznesową lub prawo do imienia i nazwiska, nie czyni jeszcze tego postępowania formą nacisku na media.

W państwie demokratycznym wolność słowa jest prawem podstawowym, ale takim samym prawem pozostaje możliwość dochodzenia przez osobę ochrony sądowej, jeśli jest ona przekonana, że granice tej wolności zostały przekroczone.

Właśnie dlatego w sprawie Borzych przeciwko ZN.UA ważne jest, aby odejść od głośnych etykietek i zadać główne pytanie: czy konkretne twierdzenia dziennikarzy były zgodne z prawem, wystarczająco uzasadnione i czy nie naruszyły one osobistych praw niemajątkowych powoda.

Co dokładnie kwestionuje Dmytro Borzych

Pozew dotyczy w szczególności artykułu ZN.UA „Sprawa prawników-hakerów. Jak NABU wykryło pasożyty”, opublikowanego w kwietniu 2025 roku, oraz szeregu kolejnych publikacji.

Wśród zarzutów powoda znajduje się rozpowszechnianie informacji, które uważa on za nieprawdziwe, a także wykorzystanie jego nazwiska jako podejrzanego przed uprawomocnieniem się wyroku skazującego.

Ten aspekt jest szczególnie istotny, ponieważ ukraińskie prawo ustanawia odrębne zasady dotyczące upubliczniania nazwiska osoby mającej status podejrzanego lub oskarżonego.

Jednocześnie w publicznym opisie roszczeń Borzycha znaczna część żądanej kwoty dotyczy kosztów sądowych i kosztów pomocy prawnej. Ma to również znaczenie dla dyskusji na temat SLAPP, ponieważ jednym z typowych wskaźników takich pozwów są celowo zawyżone lub nieproporcjonalne roszczenia finansowe, mające na celu wyczerpanie pozwanego.

Dlatego automatyczne określanie każdej sprawy przeciwko redakcji jako SLAPP tylko dlatego, że pozwanym są media, byłoby zbyt szeroką interpretacją tego pojęcia.

Czym tak naprawdę jest SLAPP

SLAPP to nie każda sprawa przeciwko dziennikarzowi.

Rada Europy uznaje za takie sprawy procesy sądowe, które są wykorzystywane przede wszystkim jako narzędzie zastraszania, prześladowania lub wyczerpania osób uczestniczących w debacie publicznej. Wśród możliwych oznak można wymienić: oczywistą bezpodstawność roszczeń, nieproporcjonalne żądania, znaczną nierówność zasobów między stronami, wielokrotne postępowania, przeciąganie postępowania lub inne nadużycia proceduralne.

Podobne podejście jest zakorzenione również w prawodawstwie europejskim: celem mechanizmów anty-SLAPP jest ochrona dziennikarzy i działaczy społecznych przed nadużywaniem postępowania sądowego, a nie przed samym zwracaniem się do sądu.

W przeciwnym razie doszłoby do paradoksalnej sytuacji, w której wolność prasy faktycznie przekształciłaby się w immunitet sądowy dla każdej publikacji.

Tego rodzaju standardu nie ma ani w prawie ukraińskim, ani w prawie europejskim.

ETPC: reputacja również jest prawem

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka pokazuje, że wolność słowa nie jest bezwzględna.

Artykuł 10 Europejskiej konwencji gwarantuje wolność wyrażania poglądów, ale dopuszcza ograniczenia przewidziane przez prawo, w szczególności w celu ochrony reputacji i praw innych osób. Jednocześnie ETPC uznaje, że w pewnych okolicznościach reputacja osoby stanowi część jej prawa do poszanowania życia prywatnego, zagwarantowanego w art. 8 Konwencji.

Podejście europejskie nie opiera się zatem na zasadzie „dziennikarz ma zawsze rację”, lecz na poszukiwaniu równowagi. Sądy powinny oceniać interes publiczny publikacji, status danej osoby, charakter zarzutów, ich podstawę faktyczną, dobrą wiarę dziennikarza oraz skutki rozpowszechnionych informacji.

Przykładem jest sprawa Pfeifer przeciwko Austrii, w której Europejski Trybunał Praw Człowieka podkreślił, że nawet w ramach dyskusji o znaczeniu społecznym reputacja danej osoby pozostaje częścią jej tożsamości osobistej i zasługuje na ochronę.

Zatem zwrócenie się do sądu w celu ochrony reputacji nie jest sprzeczne z europejskim modelem wolności słowa. Wręcz przeciwnie, to właśnie sąd powinien określić, gdzie przebiega granica między prawem dziennikarza do informowania społeczeństwa a prawem człowieka do tego, by nie stać się przedmiotem fałszywych lub przedwczesnych oskarżeń.

Ukraińskie sądy rozpatrywały już podobny spór z serwisem ZN.UA

W sprawie Dmytro Borzycha istotną kwestią jest również prawo do imienia i nazwiska.

Część czwarta artykułu 296 Kodeksu cywilnego Ukrainy przewiduje pewne ograniczenia dotyczące wykorzystywania nazwiska osoby fizycznej mającej status podejrzanego lub oskarżonego.

Szczególnie znamienna w tym kontekście jest praktyka Sądu Najwyższego.

W 2025 roku Sąd Najwyższy rozpatrzył inną sprawę, w której pozwanym była również spółka „ZN UA”. Wydanie powoływało się na interes publiczny oraz status publiczny osoby, której nazwisko zostało wymienione w materiale.

Jednak Sąd Najwyższy doszedł do wniosku, że interes publiczny sam w sobie nie uchyla wymogów art. 296 Kodeksu cywilnego dotyczących wykorzystywania imienia i nazwiska osoby przed wydaniem wyroku skazującego.

Jednocześnie sąd wybrał proporcjonalny sposób ochrony: nie zażądał całkowitego usunięcia publikacji, lecz uznał za właściwy środek usunięcie nazwiska powoda.

Oznacza to, że prawo dziennikarzy do informowania o postępowaniu karnym zostało zachowane, ale jednocześnie sąd chronił osobiste prawo niemajątkowe człowieka.

Jest to oczywiście inna sprawa i nie przesądza ona z góry o wyniku sporu Borzych przeciwko ZN.UA. Pokazuje ona jednak, że samo postawienie kwestii niezgodności z prawem wykorzystania nazwiska podejrzanego nie jest w sposób oczywisty bezpodstawne.

Domniemanie niewinności nie znika po publikacji

Kolejnym ważnym elementem sporu jest domniemanie niewinności.

Kodeks postępowania karnego wyraźnie stanowi: osoba jest uznawana za niewinną, dopóki jej wina nie zostanie udowodniona w trybie przewidzianym przez prawo i potwierdzona wyrokiem skazującym sądu.

Ma to znaczenie nie tylko dla sędziów i śledczych, ale także dla sposobu, w jaki informacje o postępowaniach karnych są przekazywane społeczeństwu. Istnieje zasadnicza różnica między informacją „osobie postawiono zarzuty” a sformułowaniami, które w rzeczywistości wywołują u czytelnika wrażenie, że wina danej osoby została już ustalona.

Szczególną odpowiedzialność w tym kontekście ponoszą organy ścigania. Ustawa o NABU przewiduje w szczególności odpowiedzialność dyscyplinarną pracownika Biura za publiczne wypowiedzi naruszające domniemanie niewinności.

Media powołujące się na własne źródła w organach ścigania powinny również uwzględniać różnicę między informacjami operacyjnymi, wersją śledczą a faktem ustalonym przez sąd.

W erze cyfrowej konsekwencje błędu mogą być szczególnie dotkliwe. Głośny materiał pozostaje w wynikach wyszukiwania przez lata, podczas gdy umorzenie postępowania, wyrok uniewinniający lub sprostowanie często zyskują znacznie mniejszy zasięg.

Dla danej osoby może to oznaczać konsekwencje dla reputacji na długo przed tym, zanim sąd w ogóle ustali jej winę lub niewinność.

Praktyka światowa: procesy sądowe przeciwko mediom – to normalne

Międzynarodowe doświadczenia pokazują również, że pozwy przeciwko dużym mediom są zwyczajną częścią demokratycznego systemu prawnego.

Jednym z najbardziej znanych przykładów jest sprawa Melanii Trump przeciwko „Daily Mail”. W 2017 roku wydawca zgodził się wypłacić odszkodowanie i pokryć koszty sądowe po opublikowaniu twierdzeń dotyczących jej kariery modelki, a także opublikował przeprosiny.

image

W 2024 roku stacja telewizyjna ABC News rozstrzygnęła spór o zniesławienie z Donaldem Trumpem po nieprecyzyjnym sformułowaniu prezentera George’a Stefanopoulosa dotyczącym wyników postępowania cywilnego przeciwko niemu. Zgodnie z warunkami ugody stacja ABC zgodziła się wypłacić znaczną kwotę oraz opublikować oświadczenie.

image

Jeszcze większego rozgłosu nabrała sprawa Dominion Voting Systems przeciwko Fox News.

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 roku w programach stacji pojawiały się twierdzenia o rzekomych manipulacjach systemami do głosowania firmy Dominion. Firma złożyła pozew o zniesławienie, a w 2023 roku strony zawarły ugodę na kwotę 787,5 mln dolarów.

image

Ta sprawa jest szczególnie pouczająca: wolność prasy nie oznacza prawa do bezkarnego rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń opartych na faktach.

Kolejny przykład to australijski aktor Jeffrey Rush, który wygrał sprawę o zniesławienie przeciwko wydawcy „Daily Telegraph” po opublikowaniu materiałów dotyczących rzekomego niewłaściwego zachowania wobec kolegi.

image

Jednocześnie w Wielkiej Brytanii prawo chroni również same media przed drobnymi i bezpodstawnymi roszczeniami: powód musi udowodnić, że publikacja wyrządziła lub może wyrządzić poważną szkodę jego reputacji. Właśnie tak powinna funkcjonować równowaga.

Prawo dziennikarza do wolności słowa nie znosi prawa człowieka do sądu

Wolność słowa jest jedną z podstaw demokracji. Bez dziennikarskich śledztw, krytyki organów ścigania i relacjonowania postępowań karnych niemożliwa jest pełna kontrola społeczna.

Jednak demokracja działa w dwóch kierunkach.

Osoba, o której piszą media, nie traci prawa do honoru, reputacji, domniemania niewinności i ochrony sądowej tylko dlatego, że jej nazwisko pojawiło się w publikacji o znaczeniu społecznym.

To nie redakcja, nie powód ani społeczność medialna ma wyznaczać granicę między tymi prawami. Do tego służy sąd.

Dlatego sam fakt wniesienia pozwu przez Dmytro Borzycha przeciwko ZN.UA i Innie Vedernikowej nie może być automatycznie uznany za dowód wywierania presji na dziennikarstwo. Aby stwierdzić, że mamy do czynienia z SLAPP, należy wykazać nadużycie procedury sądowej oraz zamiar stłumienia debaty publicznej.

Na razie przed sądem stoi jednak inne pytanie: czy podczas publikacji dotyczących Dmitra Borzycha przestrzegano wymogów prawa, zasady domniemania niewinności oraz granic dopuszczalnej ingerencji w osobiste prawa niemajątkowe.

Odpowiedź na to pytanie należy udzielić nie za pomocą etykietek, lecz po rozpatrzeniu dowodów i stanowisk obu stron.

 

 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację