$ 43.97 € 51.01 zł 11.98
+4° Kijów +9° Warszawa +14° Waszyngton
„Oderwane od realiów”: dlaczego Ukraina rezygnuje ze szkolenia żołnierzy za granicą

„Oderwane od realiów”: dlaczego Ukraina rezygnuje ze szkolenia żołnierzy za granicą

23 marca 2026 17:40

Przez wszystkie ostatnie lata wysyłanie ukraińskich wojskowych na szkolenia do krajów NATO było takim samym symbolem wsparcia jak dostawy systemów obrony powietrznej czy – na przykład – „Leopardów”. Brytyjscy instruktorzy i niemiecki sprzęt gdzieś na poligonie pod Krakowem – wszystko to stało się nieodłączną częścią współpracy wojskowej.

I nagle 20 marca padło oświadczenie, które brzmi niemal zuchwale. Zastępca szefa Głównego Zarządu Doktryn i Szkolenia Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, Jewhen Meżewikin, powiedział: Ukraina rezygnuje z wielu programów szkoleniowych za granicą. Powód – zachodni instruktorzy są „oderwani od naszych realiów i od bieżących działań bojowych”.

Warto zaznaczyć, że te słowa od dawna dojrzewały w środowisku wojskowym, choć usłyszeć je oficjalnie ze strony Sztabu Generalnego to zupełnie inny poziom. Nie chodzi jednak o żaden demonstracyjny gest ani próbę obrażenia partnerów. To pragmatyczna decyzja armii, która w ciągu ponad czterech lat pełnoskalowej wojny przeszła drogę, na którą w czasie pokoju potrzeba dekad. Szkolenie w kraju w tym kontekście wydaje się znacznie bardziej logiczne z wielu powodów.

Jakie to dokładnie powody i jak należy rozumieć oświadczenie ukraińskiego Sztabu Generalnego? Publicysta polityczny UA.News, Mykyta Traczuk, wraz z ekspertami przeanalizował tę kwestię.

„Możemy szkolić lepiej niż tam”
 

Argumentacja Sztabu Generalnego to zestaw faktów, z którymi trudno polemizować. Po pierwsze – doświadczenie. Dzisiejsza wojna w Ukrainie to ogromne nasycenie dronami, systemy zrobotyzowane, walka radioelektroniczna i błyskawiczne starcia kontrbateryjne, a jednocześnie szturmy na miasta-twierdze i okopy – czego nie widziano od czasów II wojny światowej. W tej wojnie ukraińscy żołnierze przeszli to, czego nie doświadczył żaden instruktor NATO.

„Analizujemy wszystkie błędy, wszystko to, czego partnerzy nie są w stanie zmienić w swoich ośrodkach szkoleniowych” – wyjaśnia Meżewikin. I dodaje najważniejsze: jeśli partnerzy nie mogą dostosować programów lub po prostu nie rozumieją współczesnych procesów, Siły Zbrojne Ukrainy rezygnują z takiego szkolenia.

Nie chodzi tu o rzeczy abstrakcyjne. Na przykład szkolenie piechoty: jak działać pod stałą obserwacją dronów, jak wykorzystywać drony FPV-kamikadze jako podstawowy środek ogniowy, jak ewakuować rannego pod uderzeniami bomb lotniczych (KAB)… Tego wszystkiego w zachodnich centrach szkoleniowych po prostu się nie nauczy, bo tam jeszcze się z tym nie zetknięto.

Po drugie – czynnik ekonomii i logistyki. Wysłanie żołnierzy do Polski czy Niemiec to nie tylko kupno biletów. To formalności, przekraczanie granicy, adaptacja, powrót. W tym czasie personel wypada z obiegu bojowego. A gdy wojna zmienia się niemal każdego dnia, tracenie tygodni na przemieszczanie się jest luksusem, na który nie można sobie pozwolić.

Dlatego publiczna wersja Sztabu Generalnego wydaje się logiczna. Jednak w każdej takiej decyzji są też inne, nieoficjalne powody.

Pierwszy – bezpieczeństwo samych poligonów. Gdy Kijów wysyła żołnierzy do Europy, jednym z głównych argumentów jest: „tam nic nie spadnie”. Gdy jednak mówimy o przeniesieniu szkolenia do Ukrainy, pojawia się pytanie: czy partnerzy nie zaczęli się czegoś obawiać? Być może istnieją dane wywiadowcze wskazujące, że ryzyko eskalacji na terytorium NATO nie jest już tak hipotetyczne, jak wcześniej? A może Europejczycy po prostu zmęczyli się tłumaczeniem swoim wyborcom, dlaczego na ich terytorium szkoli się żołnierzy kraju będącego w stanie wojny z mocarstwem nuklearnym. Albo – co najbardziej prawdopodobne – uznano, że szkolenie Ukraińców jest tańsze, szybsze i bezpieczniejsze właśnie w Ukrainie, jeśli stworzy się tam odpowiednie warunki.

Co ciekawe, w Sztabie Generalnym podano, że pierwszym krajem, który zaproponował przeniesienie szkoleń do Ukrainy, była Wielka Brytania. Oznacza to, że inicjatywa początkowo nie wyszła nawet od Sił Zbrojnych Ukrainy. To rozwiewa wiele wątpliwości, czy decyzja Sztabu Generalnego wynika z jakiegoś politycznego ochłodzenia relacji z partnerami – zdecydowanie nie. Chodzi raczej o kwestie czysto techniczne i praktyczne.

Drugi powód to dyscyplina. Problem samowolnego opuszczania jednostki (SZC) i dezercji w Siłach Zbrojnych Ukrainy jest dziś jednym z najbardziej bolesnych tematów. Gdy żołnierz trafia na poligon za granicą, może stosunkowo łatwo go opuścić. Co więcej – może to być nawet łatwiejsze niż w Ukrainie, ponieważ w Europie żyją miliony Ukraińców – przyjaciele, krewni, znajomi żołnierza. Istnieją połączenia transportowe, są państwa, które nie wydają takich osób nawet na wniosek itd. Oficjalnych statystyk dotyczących takich przypadków podczas szkoleń za granicą nie ma w przestrzeni publicznej, jednak problem ten z pewnością nie jest tam mniejszy niż w Ukrainie.

Навчання за кордоном скасують? У Генштабі зробили заяву про реформу  підготовки ЗСУ | TrueUA


Szkolenia za granicą mimo wszystko pozostaną
 

Ważne jest, aby nie przesadzać: Siły Zbrojne Ukrainy nie rezygnują ze wszystkiego. W Sztabie Generalnym wyraźnie zaznaczono, że są specjalizacje, które nadal mogą być właściwie szkolone tylko na Zachodzie. Przede wszystkim chodzi o lotnictwo. Szkolenie pilotów, na przykład na samolotach F-16, to coś, czego w najbliższym czasie nie da się przenieść do Ukrainy. Zbyt skomplikowana infrastruktura, wysokie wymagania dotyczące bezpieczeństwa lotów oraz wiele rozwiązań know-how dostępnych wyłącznie w zachodnich ośrodkach szkoleniowych. To samo dotyczy zaawansowanych systemów obrony powietrznej — Patriot, SAMP/T, IRIS-T itd. To sprzęt wymagający poziomu przygotowania, którego w Ukrainie na razie nie osiągnięto.

Natomiast piechota, artyleria, działania z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych oraz walki radioelektronicznej — to wszystko Ukraina jest w stanie realizować samodzielnie i robić to lepiej niż partnerzy. Żaden poligon w Polsce czy Niemczech nie zapewni takiego doświadczenia jak zwykły ukraiński instruktor, który pół roku temu osobiście wyprowadzał swoją grupę spod uderzeń bomb kierowanych czy dronów federacji rosyjskiej gdzieś pod Pokrowskiem.

Jeśli spojrzeć na sytuację szerzej, decyzja Sztabu Generalnego nie jest „pożegnaniem” z partnerami, lecz wejściem na nowy poziom relacji. Wcześniej Siły Zbrojne Ukrainy jeździły do nich, ponieważ same niemal nic nie miały. Teraz jednak istnieje własna szkoła, własne doświadczenie i własni instruktorzy, którzy mogą szkolić nawet lepiej. To znacznie bardziej dojrzałe podejście niż wcześniej.

Jest to także uznanie faktu, że Ukraina w ciągu lat wojny stała się jednym z najbardziej doświadczonych partnerów Zachodu spoza NATO. I że czasem lepiej uczyć się wojny od samego siebie — od tego, kto walczy codziennie, a nie od tego, kto ma najładniejszy mundur i najnowszy sprzęt.

Принцип


Opinie ekspertów
 

Politolog, dyrektor centrum „Trzeci Sektor” Andrij Zołotariow zauważa, że szkolenie żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy za granicą przez pewien czas było jednym z trendów. Regularnie pokazywano to w wiadomościach: jak przygotowuje się naszych żołnierzy w zagranicznych ośrodkach szkoleniowych. Jednak teraz okazało się, że w praktyce szkolono ich do wojny, która należała do przeszłości. Tymczasem współczesna wojna się zmieniła.

„Obecnie obserwujemy wojnę, w której decydującą rolę odgrywają systemy bezzałogowe. I tutaj nasi partnerzy są niemal bezradni — w tym sensie, że nie mają doświadczenia, jakie posiada armia Ukrainy czy rosji. Dlatego masowe szkolenie żołnierzy za granicą nie ma dziś sensu, biorąc pod uwagę, że piechotę nasi instruktorzy mogą przygotować znakomicie. A to właśnie ta część wojska najbardziej potrzebuje zasobów mobilizacyjnych. To tam są największe straty i to tam konieczne jest ciągłe uzupełnianie brygad bojowych. Istnieją jednak tak wrażliwe systemy jak obrona powietrzna, walka radioelektroniczna czy specjaliści od obsługi sprzętu. Najprawdopodobniej nadal będą oni szkoleni za granicą, ponieważ są to wyspecjalizowani fachowcy, co wynika m.in. z technicznych особенностей zachodnich systemów, na przykład obrony powietrznej. Takich specjalistów trzeba szkolić na miejscu, więc będą oni nadal uczyć się za granicą.

Jeśli chodzi o obawy, czy Europejczycy stali się bardziej podatni na zagrożenie uderzeniami w ośrodki szkoleniowe — wcześniej czegoś takiego nie było i raczej teraz też nie będzie. Nie ma sensu szukać czarnego kota w ciemnym pokoju, zwłaszcza gdy go tam nie ma. Nie sądzę, aby coś mogło teraz uderzyć w poligon w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Europejczycy raczej nie odczuwają takiego strachu. Jest natomiast pragmatyzm naszego Sztabu Generalnego, który doskonale rozumie, że obecnie nie ma sensu szkolić piechoty dla jednostek bojowych w krajach, które nie mają realnego doświadczenia współczesnych działań wojennych. Natomiast — powtórzę — operatorzy obrony powietrznej, piloci, specjaliści techniczni z pewnością nadal będą szkoleni właśnie za granicą” — powiedział Andrij Zołotariow.

Рада узаконила перебування підрозділів ЗСУ за кордоном під час війни -  Останні та актуальні новини України та світу, новини дня онлайн - Україна  Молода


Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik twierdzi, że wypowiedzi Sztabu Generalnego zdecydowanie nie świadczą o jakimkolwiek ochłodzeniu relacji z partnerami. Mogą za tym stać nieco inne powody.

„Zwróćcie uwagę, po co w swoim czasie uruchomiono szkolenia ukraińskich żołnierzy za granicą. Jeden cel wszyscy pamiętają — podnoszenie kwalifikacji. Jednak pytania o jakość tego szkolenia za granicą istniały zawsze. Dlatego że zagraniczni instruktorzy — niezależnie od tego, czy we Francji, Polsce czy Wielkiej Brytanii — nie mają doświadczenia bojowego. A ich kompetencje w zakresie współczesnych wojen są i zawsze były niewysokie. Mimo to przez lata wysyłaliśmy tam naszych żołnierzy na szkolenia, ponieważ w naszych centrach szkoleniowych brakowało miejsca. Jeszcze raz: po prostu brakowało miejsca. Myślę, że to była rzeczywista argumentacja” — zauważył Bortnik.

Zdaniem eksperta obecna rezygnacja z takich szkoleń nie wynika wyłącznie z niskich kompetencji zagranicznych instruktorów — był to bowiem problem od dawna, istniejący od wielu lat. Jest ona związana także z kilkoma innymi czynnikami.

„Przede wszystkim może to wynikać z tego, że zagraniczni partnerzy finansowali takie szkolenia. Dlatego przyczyną rezygnacji może być wstrzymanie finansowania tych centrów szkoleniowych, rozwój wystarczającej infrastruktury własnych ośrodków szkoleniowych albo spadek poziomu ich obciążenia w związku z problemami z mobilizacją. Oczywiście kompetencje ukraińskich instruktorów są już znacznie wyższe.

Podczas szkoleń za granicą występowały też inne poważne problemy: wyzwania informacyjne i reputacyjne, takie jak relacje z lokalnymi wojskowymi, sytuacje, w których ukraińscy żołnierze za granicą mogli stać się obiektem prowokacji, ataków informacyjnych, działań zagranicznych służb specjalnych i innych zagrożeń. Mamy więc do czynienia z całym kompleksem czynników, które należy przeanalizować. Wśród nich jest również wyraźna próba unikania kryzysów informacyjnych związanych z dezercją żołnierzy wyjeżdżających na szkolenia za granicą. Dlatego te kwestie należy poruszyć zarówno z naszymi żołnierzami, jak i z kierownictwem wojskowym. Jestem przekonany, że wtedy usłyszymy wiele interesujących odpowiedzi” — podsumował Rusłan Bortnik.

Czytaj nas na Telegram i Sends