$ 44.65 € 51.51 zł 12.14
+17° Kijów +24° Warszawa +23° Waszyngton
Kawkańska wpadka Kremla: jak przebiegły wybory w Armenii

Kawkańska wpadka Kremla: jak przebiegły wybory w Armenii

08 czerwca 2026 16:13

W niedzielę, 7 czerwca 2026 roku, w Armenii odbyły się wybory parlamentarne, które bez przesady można nazwać historycznymi. Nie była to tradycyjna rywalizacja programów politycznych, w której przeciwnicy spierają się o emerytury, taryfy czy podatki. Było to ostre referendum geopolityczne. Przed obywatelami Armenii stanęło egzystencjalne pytanie: albo zaufają premierowi Nikolowi Paszinianowi i jego kursowi na stopniowe zrywanie z Rosją i zbliżanie się do Zachodu, albo powrócą na tor Moskwy pod przewodnictwem prorosyjskiej opozycji.

Po podliczeniu 100% głosów Centralna Komisja Wyborcza Armenii ogłosiła zwycięstwo rządzącej partii „Porozumienie Obywatelskie” na czele z Paszynianem. Wynik 49,81% i 61 mandatów z 105 możliwych to dowód zaufania, jakim społeczeństwo obdarzyło obecne władze. Drugie miejsce z 28 mandatami zajął blok „Silna Armenia” (23,29%), trzecie – blok „Armenia” z 11 mandatami (9,94%), a „Kwitnąca Armenia” nie przekroczyła 4-procentowego progu, przy czym zabrakło jej mniej niż setki (!) głosów. 

Pomimo bezprecedensowej ingerencji, politycznych sztuczek i bezpośrednich gróźb Kreml po raz kolejny pokazał swoją bezradność tam, gdzie kończy się strefa działania czołgów, a zaczyna strefa działania kart do głosowania. Armenia wybrała drogę stopniowego, ale nieustannego wychodzenia spod parasola ODBK i postsowieckiej strefy wpływów. 

Jak do tego doszło, co teraz stanie się z krajem i regionem oraz jakie wnioski można wyciągnąć? Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębiał tę kwestię. 

Jak przebiegały wybory: aresztowania, maski i walka o legitymizację

Proces wyborczy w żadnym wypadku nie można było nazwać idealnie spokojnym i w stu procentach zgodnym z prawem. Odbywał się on w atmosferze ogromnego napięcia. Od razu rzuca się w oczy, że władze, zdając sobie sprawę z wysokiej stawki, działały z wyprzedzeniem, surowo oczyszczając pole z potencjalnie niebezpiecznych graczy. Tak więc sześciu kandydatów na posłów z opozycyjnego bloku „Silna Armenii” aresztowano właśnie w dniu głosowania. Centralna Komisja Wyborcza szybko wyraziła zgodę na te aresztowania.

Lider „Silnej Armenii” Samwel Karapetian poinformował o szeroko zakrojonych represjach, twierdząc, że w przeddzień wyborów oraz w dniu wyborów zatrzymano ponad stu przedstawicieli jego ugrupowania politycznego. Wywołało to lawinę krytyki ze strony opozycjonistów. Szczególny rozgłos zyskał incydent w Gyumri, gdzie nieznani zamaskowani napastnicy wtargnęli do biura partii i zatrzymali wszystkich obecnych. Właśnie w takich warunkach odbywało się głosowanie Ormian. 

Jednak pomimo pojedynczych haniebnych incydentów, mówienie o jakiejś totalnej fałszowaniu wyników na korzyść Pashinyana byłoby jednak nieprawdą. Różnica między pierwszym a drugim miejscem wyniosła ponad 25% – a to setki tysięcy głosów w kraju liczącym mniej niż 3 miliony mieszkańców. Ormianie, którzy przyszli do lokali wyborczych, świadomie głosowali na „Porozumienie Obywatelskie”, ignorując alternatywy. Mówiąc ogólnie, gdyby gdzieś miały miejsce „karuzele” lub wykorzystanie zasobów administracyjnych (jak to niestety robi prawie każda władza w krajach postsowieckich), Pashinyan i tak nie byłby w stanie uzyskać prawie 50% poparcia. W końcu on nie jest Łukaszenką, a Armenia nie jest Białorusią.

Armenians vote in general election watched closely by Russia and the West :  NPR


Geopolityczne trzęsienie ziemi na Kaukazie Południowym
 

Konsekwencje tych wyborów wykraczają daleko poza granice Armenii. Zasadniczo zmieniają one układ sił w regionie. 

Przede wszystkim zwycięstwo Paszyniana to taktyczny sukces Zachodu. Dla UE i USA utrzymanie przy władzy w Erywaniu lojalnego rządu jest ważnym atutem. Oznacza to utrzymanie misji obserwacyjnej UE na granicy, kontynuację polityki dywersyfikacji źródeł energii oraz stopniowe wypieranie rosyjskich obiektów wojskowych z regionu. Nie należy zapominać również o czynniku osobistym: Donald Trump wykazywał duże zainteresowanie wynikiem wyborów, traktując Armenię jako element szerszej strategii powstrzymywania wpływów irańsko-rosyjskich.

Nie mniej ważny jest również czynnik Azerbejdżanu i osobiście prezydenta Ilhama Alijewa. Zwycięstwo Paszyniana to prezent dla Baku. Alijewowi opłaca się, by Paszynian był słabym, przewidywalnym i zależnym od Zachodu politykiem. Po porażce w drugiej wojnie karabaskiej Pashinyan znalazł się w pułapce „pokoju za wszelką cenę”. Dla Azerbejdżanu jest to carte blanche do dalszego wywierania presji w kwestiach wytyczenia granicy i „korytarza Zangezur”. W Baku doskonale rozumieją: powrót do władzy radykalnie nastawionych rewanżystów zmusiłby Azerbejdżan do ponownego przygotowywania się do wojny, podczas gdy Paszynian w pewnym sensie „handluje” częścią terytoriów i suwerennością w zamian za przetrwanie swojej władzy i całego kraju. To cyniczna, ale bardzo wygodna dla Baku rzeczywistość.

Jeśli chodzi o Turcję, to dla Ankary zwycięstwo Paszyniana oznacza nadzieję na normalizację, choćby powolną. Bez pośrednictwa Moskwy otwarcie granicy i nawiązanie stosunków gospodarczych będzie znacznie łatwiejsze, ponieważ znika czynnik Kremla, który od zawsze blokował zbliżenie. Iran z kolei zajął ostrożne stanowisko. Teheranowi zdecydowanie nie podoba się wzrost wpływów Zachodu w pobliżu swoich granic, który niesie ze sobą prozachodni rząd, jednak gwałtowne osłabienie Rosji pozwala Iranowi ubiegać się o rolę „ciężkiej wagi” w regionie – w rywalizacji z Turcją. 

Nikol Pashinyan hails 'historic victory' in Armenia's decisive election |  Euronews


„Żabnik” dla politologów: anatomia kremlowskiej porażki

 

Najważniejszym i najbardziej tragikomicznym aspektem tych wyborów jest druzgocąca porażka Kremla. Moskwa postawiła na bezprecedensową ingerencję w wybory w Armenii. Nie chodziło tylko o poparcie „właściwych” kandydatów: RF szybko przeszła do bezpośrednich gróźb. Sankcje handlowe i ograniczenia, szantaż dostawami gazu, zamknięcie rynków dla armeńskich towarów, a nawet bezpośrednie aluzje do wojny – to był poziom presji, który zwykle stosuje się wobec jawnie wrogich państw, a nie wobec w zasadzie nominalnego sojusznika w ramach ODBK i EAEU.

Osobnym „arcydziełem” stały się rozmowy o zorganizowaniu masowego sprowadzenia obywateli Armenii mieszkających w Rosji w celu głosowania na siły prorosyjskie. To klasyczna próba sztucznego napompowania elektoratu lojalnymi ludźmi, którzy są finansowo zależni od Rosji. Do tego dochodzą tradycyjne próby przekupstwa, finansowanie sztabów opozycyjnych oraz totalna wojna informacyjna, w której Pashinyana przedstawiano jako zdrajcę, „agenta Sorosa” itp. Jednak Kreml ponownie popełnił błąd.

W tym miejscu dochodzimy do najciekawszego zjawiska. W Kremlu siedzą politolodzy, którzy z jakiegoś powodu szczerze uważają się za geniuszy procesu wyborczego. Są przekonani, że nie ma żadnego narodu, nie ma żadnej opinii publicznej, nie ma poglądów milionów ludzi. W ich wizji świata istnieją tylko technologie: dobrze zainwestowałeś pieniądze, dobrze uruchomiłeś farmę botów, dobrze zastraszyłeś – i wynik masz w kieszeni. Jednak niewygodna dla nich prawda polega na tym, że są oni nie tylko moralnie ohydni (w polityce jest to niestety powszechna norma), ale przede wszystkim zawodowo beztalentowi. W kraju, w którym już trzecie dziesięciolecie z rzędu nie ma żadnych konkurencyjnych, uczciwych i otwartych wyborów, gdzie władza zawsze wygrywa z kosmicznym wynikiem, wyrosli „specjaliści”, którzy nigdy nie zostali sprawdzeni przez prawdziwą konkurencję.

Tutaj pasuje metafora basenu. Wyobraźmy sobie dziecięcy „basenik”, gdzie głębokość wynosi metr, woda jest ciepła, pod stopami twarde dno, a nad głowami kręci się tuzin trenerów, którzy nieustannie nadzorują proces. Czy w takich warunkach może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego? Teoretycznie – tak, w praktyce – raczej nie. Właśnie takim „basenem dla maluchów” są wybory w Rosji: tam nie da się utonąć. 

A teraz wyobraźmy sobie, że ci pływacy z „basenu dla żabek” trafiają do dorosłego basenu olimpijskiego: głębokość pięciu metrów, chłodna woda, szerokie tory i agresywni rywale. Próbują wykorzystać umiejętności zdobyte w sterylnej strefie i od razu idą na dno. Tak mniej więcej wygląda próba Kremla, by wtrącić się w wybory w Armenii. 

Kreml szczerze się starał i równie szczerze przegrał, ponieważ wybory nie są jego żywiołem. Jego żywiołem jest wieloletnie wymazywanie Donbasu z powierzchni ziemi, ostrzeliwanie rakietami dzielnic mieszkalnych, niszczenie infrastruktury cywilnej, rozpraszanie bezbronnych demonstracji, wsadzanie opozycjonistów do więzienia, a następnie ich tam zabijanie i tak dalej. To właśnie im wychodzi, to ich styl. Natomiast subtelne technologie wyborcze, praca z opinią publiczną, poszukiwanie kompromisów i prawdziwa polityka – to wymaga elastyczności, której w ich arsenale po prostu nie ma, jest ona zanikła z powodu braku zapotrzebowania.

I tu właśnie tkwi główny paradoks minionych wyborów. Nikol Pashinyan podchodził do nich w niezwykle trudnej sytuacji. Jest on, delikatnie mówiąc, daleki od bycia najsilniejszym przywódcą w historii Armenii. Jego reputacja w kraju była nie tylko niejednoznaczna, ale wręcz głęboko toksyczna dla znacznej części społeczeństwa po klęsce w Karabachu. W kraju jest też mnóstwo problemów: od gospodarki po poczucie narodowej upokorzenia. 

Pashinyan miał wszelkie szanse na przegraną i był maksymalnie podatny na porażkę dokładnie do jednego momentu – kiedy do gry otwarcie wkroczyła Moskwa. Gdy tylko Kreml zaczął dyktować Ormianom, na kogo mają głosować, gdy tylko sam Putin zaczął „przejrzyście” grozić wojną – wybór stał się oczywisty. Obywatele Armenii, w przeciwieństwie do kremlowskich „ekspertów”, nie zapomnieli o hańbie rosyjskich sił pokojowych w Karabachu. Kiedy wybuchła wojna, „sojusznicza” Moskwa nie pomogła Erewanowi praktycznie w niczym. A szantaż i groźby ostatecznie przypieczętowały sprawę.

TRENDS Research & Advisory - Armenia Prepares for Key Parliamentary  Elections in June


Opinie ekspertów 
 

Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewgienij Magda zauważa: wyniki wyborów parlamentarnych w Armenii to przede wszystkim zwycięstwo samego Nikola Paszyniana, który ma za sobą niełatwą karierę polityczną, ale który postawił na zdecydowaną walkę z siłami prorosyjskimi. Najwyraźniej większość konstytucyjna będzie jego nagrodą za determinację. 

„Trzeba jednak zrozumieć, że w Armenii nie obserwuje się tak naprawdę wyraźnej dominacji sił proeuropejskich. Oznacza to, że sytuacja tam nieustannie się zmienia i będzie się zmieniać w przyszłości. Dlatego należy obserwować, jakie będą dalsze działania władz i dalsze poparcie, ponieważ na chwilę obecną trudno mówić o jakimkolwiek szybkim zbliżeniu do UE. Z jednej strony Armenia jest krajem zwartym, a z drugiej strony otaczają ją sąsiedzi, którzy dość agresywnymi działaniami rekompensują brak granicy rosyjsko-armeńskiej. No i jasne jest, że Armenia, jako państwo, które jako ostatnie rzuciło wyzwanie Rosji, będzie dalej próbowała rozwijać swój sukces, a Rosja będzie próbowała się zemścić. W tym kontekście przypuszczam, że na Kaukazie Południowym zrobi się gorąco” – jest przekonany Jewgienij Magda. 

Politolog, dyrektor Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta” Włodzimierz Fesenko również uważa, że wybory w Armenii to porażka Rosji: porażka metod siłowego wywierania presji, porażka z punktu widzenia utrzymania administracyjno-politycznej kontroli RF nad Armenią oraz próby przywrócenia bezpośredniej kontroli nad Erewaniem. 

„Pashinyan jest dla Moskwy obcy, nie akceptowano go tam. Chociaż nie był on bezpośrednio wrogi Kremlowi, to też trzeba to zrozumieć i nie mieć żadnych złudzeń. Ale to bez wątpienia porażka Kremla – podobnie jak zwycięstwo Pashinyana. Pashinyan pozostaje u władzy. I tutaj wyciągnę paradoksalny wniosek: nie należy oczekiwać od razu jakiegoś zerwania z RF, EAEU, CSTO, gwałtownej reorientacji na Zachód itp. Nie. Moim zdaniem bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest powrót do polityki wielokierunkowości, próba złagodzenia napięć w stosunkach z Kremlem oraz wykazanie się przez Paszyniana zdolnością do porozumienia. Nie oznacza to, że Paszynian zrezygnuje z kursu na integrację europejską, ale nie będzie to gwałtowny ruch w kierunku Europy, a raczej powolne odsuwanie się od Rosji. Ponieważ Armenia jest bardzo silnie uzależniona od Moskwy, jest tam obecność wojskowa RF i tak dalej. 

Pashinyan nie będzie ryzykował. Dla niego temat integracji europejskiej był strategią wyborczą – nie polityczną, a właśnie wyborczą. Ale wybory się skończyły. Pashinyan nie zrezygnuje z proeuropejskiej strategii, ale będzie balansował w tej kwestii z Rosją. Nie należy również uważać, że ci, którzy głosowali na opozycję, są przeciwni integracji europejskiej. Nie, oni przede wszystkim są przeciwni Pashinyanowi, nie akceptują go za przegraną wojnę, za autorytarne skłonności. Jest tam wielu takich wyborców i polityków, z niektórymi z nich rozmawiałem nawet osobiście. Obecna Armenia bardzo przypomina Ukrainę sprzed 2014 roku. Pashinyan to taka mieszanka Juszczenki i Kuczmy z ormiańskimi cechami. Tak więc taka trudna sytuacja będzie się utrzymywać w Armenii” – stwierdził Wołodymyr Fesenko. 

Podsumowując, wyniki wyborów w Armenii to bez wątpienia kolejna porażka Federacji Rosyjskiej w polityce zagranicznej. Stopniowa utrata Armenii jako kontrolowanego satelity to nie tylko cios dla wizerunku, ale także kolejne tektoniczne przesunięcie na obszarze postsowieckim. Formalne członkostwo w ODBK wygląda obecnie jak atawizm, który najprawdopodobniej zostanie w przyszłości zniesiony. Oficjalnie Erywań proponuje politykę integracji europejskiej. 

Należy jednak unikać niebezpiecznych złudzeń, jak to miało miejsce na Ukrainie w 2013 roku. Armenia nie obudziła się 8 czerwca 2026 roku jako prosperujące państwo europejskie. Nie będzie żadnego szybkiego przystąpienia do UE. Nie należy oczekiwać, że jutro znikną granice, a strumienie inwestycji zaleją kraj. Takie zwroty geopolityczne to maraton, który potrwa dziesiątki lat, a wynik w ogóle nie jest gwarantowany. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток