$ 44.81 € 51.87 zł 11.99
+15° Kijów +15° Warszawa +30° Waszyngton
Północny sojusznik Putina: rola KRLD w wojnie przeciwko Ukrainie

Północny sojusznik Putina: rola KRLD w wojnie przeciwko Ukrainie

18 sierpnia 2026 17:19

Dzisiejsza wiadomość od Głównego Wywiadu Wojskowego Ministerstwa Obrony Ukrainy o zamiarach Rosji dotyczących rozmieszczenia na swoich terytoriach przygranicznych nawet 50 tysięcy (!) północnokoreańskich żołnierzy w celu zastąpienia nimi rosyjskich bojowników jest bardzo wymowna. Zmusza ona do ponownego przyjrzenia się ogólnemu obrazowi udziału KRLD w tej wojnie. Pjongjang często pozostaje w cieniu swojego „starszego rosyjskiego brata”, i to zupełnie niezasłużenie.  

W Głównym Zarządzie Wywiadu dano do zrozumienia, że obecnie około 8,5 tysiąca żołnierzy z KRLD zostało już zgrupowanych w kilka brygad i zabezpiecza rosyjską granicę w ramach ugrupowania „Północ”. Nie wysyła się ich na „mięsne szarże” na ukraińskie okopy, lecz wykorzystuje się ich w inny sposób: jako oddziały garnizonowe, aby zwolnić Rosjan do służby na froncie.

Sytuacja ta stanowi dobitną ilustrację tego, jak głęboka i wielopoziomowa stała się integracja Korei Północnej z machiną wojskową Federacji Rosyjskiej. W ciągu tych czterech i pół roku wojny Pjongjang przeszedł drogę od toksycznego dyplomatycznego „wyrzutka”, który po prostu przytakuje Kremlowi, do kluczowego dostawcy broni, a obecnie już strażnika rosyjskich tyłów.

W jaki sposób KRLD uzyskała taką rolę w wojnie i stała się kluczowym sojusznikiem wojskowym Rosji? Jak i dlaczego właśnie Korea Północna stała się prawdziwym strategicznym tyłem Rosji? Obserwator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębiał tę kwestię. 

Polityczne zero i „papierowa solidarność”

 

Jeśli chodzi o polityczne znaczenie KRLD na arenie międzynarodowej, należy być szczerym: zbliża się ono do zera absolutnego. Pjongjang do niedawna — to „państwo wyrzutek”, które społeczność międzynarodowa jest zmuszona tolerować wyłącznie ze względu na ogromne zapasy broni jądrowej oraz strach przed całkowicie nieprzewidywalnym, jakby wyjętym z podręczników politologii, totalitarnym reżimem. Zatem całe wsparcie dyplomatyczne, jakie Kim Dzong Un mógł udzielić i udziela Władimirowi Putinowi, to nic więcej niż formalność, która nie ma żadnego wpływu na rzeczywisty stan rzeczy w międzynarodowych kręgach.

Przypomnijmy chronologię tej „papierowej solidarności”. KRLD była jednym z nielicznych krajów (wraz z podobnym „państwem upadłym” – Syrią), które jeszcze przed pełną inwazją uznały tak zwane „DNR” i „LNR”. Później, we wrześniu 2022 roku, Pjongjang bez zbędnych wahania poparł również fałszywe „referenda” w sprawie aneksji obwodów zaporoskiego i chersońskiego. 

Dla Kremla było to oczywiście przyjemnym pretekstem propagandowym – rzekomo „wspierają nas na arenie międzynarodowej” (chociaż wspiera nas państwo, które jest jawnym marginesem). Ale jeśli spojrzeć na fakty, to co to zmieniło? Nic. Żaden poważny gracz na świecie nie spojrzał na stanowisko Pjongjangu i nie powiedział: „No cóż, skoro sama KRLD uznała te terytoria za rosyjskie, to my też powinniśmy!”. To nonsens.

Dyplomatyczne poparcie Korei Północnej można porównać do skąpych oklasków w pustej sali. Nie dodaje ono żadnej legitymizacji, a jedynie podkreśla izolację i samotność tego, komu klaszczą.

Послание Путина Ким Чен Ину – подробности обращения о сотрудничестве России  и КНДР

Logistyka
wojskowa KRLD: pociski, rakiety i ludzie

 

Tak więc dyplomatyczne poparcie Korei Północnej ma raczej charakter formalny. Zupełnie inną sprawą jest natomiast współpraca wojskowa. Właśnie w tym tkwi prawdziwa wartość KRLD dla Kremla, a roli tej nie da się przecenić, zwłaszcza w najtrudniejszych dla rosyjskiej armii latach 2022–2023, a także w 2024 roku podczas walk o obwód kurski. 

Kiedy rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy wciąż się ociągał, nie zdążywszy rozwinąć pełnej mocy, a magazyny pustoszały w zawrotnym tempie, to właśnie północnokoreańskie wagony z amunicją pozwoliły rosyjskiej artylerii utrzymać tę samą intensywność ognia, która zmiatała z powierzchni ziemi Bachmut, Awdijewkę i inne miasta Donbasu. Mowa tu o milionach (!) pocisków.

Osobną kwestią są rakiety balistyczne. KRLD przez dziesięciolecia rozwijała swój program rakietowy w warunkach całkowitej izolacji, a teraz ten arsenał jest wykorzystywany przeciwko Ukrainie. Dosłownie 10 sierpnia, czyli nieco ponad tydzień temu, pojawiła się informacja o otrzymaniu przez Rosję kolejnej partii rakiet balistycznych z Korei Północnej. A rakiety te lecą nie gdziekolwiek, lecz na Kijów i inne ukraińskie miasta. Nie ma zresztą mowy o jakiejkolwiek zaawansowanej technologii w komunistycznej dyktaturze, co sprawia, że celność tych rakiet pozostawia wiele do życzenia. Często chybiają, trafiając zamiast w cel w przypadkowy budynek mieszkalny oddalony o kilka kilometrów. Nierzadko spadają na pola lub wybuchają w powietrzu. Ale kiedy już trafią – zniszczenia są kolosalne. To broń czystego terroru, a jej obecność w rosyjskim arsenale jest bezpośrednią konsekwencją sojuszu z Pjongjangiem.

Pozostają oczywiście ludzie. Jesienią 2024 roku świat ze zdziwieniem obserwował pojawienie się armii północnokoreańskiej w obwodzie kurskim. Był to pierwszy przypadek od czasów wojny domowej w latach 1917–1922, kiedy to armia zagraniczna w tak licznej formacji wkroczyła na terytorium Rosji, aby wziąć udział w wojnie po stronie Rosji. 

Straty Koreańczyków były ogromne, a taktyka – przestarzała, ale sam fakt ich udziału pokazał: Pjongjang jest gotowy płacić krwią za rosyjskie wsparcie (RF dzieli się z KRLD ropą, pieniędzmi, technologiami i żywnością). Obecnie jednak rola żołnierzy piechoty Kim Dzong Una wydaje się ewoluować. Przestano ich rzucać do ataków czołowych, zamierzając przenieść ich do służby granicznej. Z punktu widzenia Kremla jest to racjonalne: utrzymywanie północnokoreańskich żołnierzy w obwodach biełgorodzkim lub kurskim, aby rosyjscy żołnierze zaangażowani na tych kierunkach mogli udać się do Donbasu lub na południe, by zabijać Ukraińców.

Ким Чен Ын у Путина: встреча на космодроме | Евронью́с

 

Przewagi konkurencyjne Pjongjangu i paradoks szczęścia Putina

 

Na czym polega fenomen KRLD jako sojusznika? Dlaczego Rosja – bez cienia ironii – ma tyle szczęścia z takim przyjacielem? Odpowiedź tkwi w dwóch wyjątkowych atutach tego kraju dla RF.

Pierwsza to kolosalne zapasy zakonserwowanej radzieckiej broni oraz niestrudzony kompleks zbrojeniowy, przygotowany na ewentualną wojnę. Korea Północna to w istocie gigantyczna fabryka zbrojeniowa, działająca na pełnych obrotach, zupełnie nie zważając na niski poziom życia ludności. Jest to idealny dostawca dla rosyjskiej armii.

Drugą zaletą jest absolutna odporność na sankcje i utratę reputacji. To kraj, który politycznie utknął gdzieś w stalinowskich latach 50. Podlega już tak wielu międzynarodowym ograniczeniom, że nowe sankcje są dla niego niczym ziarenko piasku dla słonia. Pjongjang po prostu nie ma nic do stracenia, więc nie dba nawet o formalne przestrzeganie prawa międzynarodowego. Żadnych demokratycznych procedur, żadnych opóźnień w parlamentach, żadnych protestów społecznych – oto czym jest KRLD. 

I tu kryje się gorzki paradoks, który trzeba przyznać: Rosja naprawdę, bez cienia ironii, miała ogromne szczęście, mając takiego sojusznika – oczywiście, jeśli spojrzeć na sytuację czysto pragmatycznie, a nawet cynicznie. Kreml znalazł partnera, który nie zadaje zbędnych pytań i jest gotów dostarczyć właśnie to, czego brakuje: tanią broń, pociski i „mięso armatnie” do osłony tyłów. Ukraina, z jej orientacją na zachodnie demokracje, musi miesiącami, jeśli nie latami (!), czekać na uzgodnienie tych czy innych dostaw, pokonując bariery biurokratyczne, debaty, kryzysy polityczne u partnerów itp. Tymczasem pociągi z północnokoreańskimi amunicjami po prostu jadą sobie koleją i tyle. 

Należy wyjaśnić: nie oznacza to, że Ukraina potrzebuje takiego samego sojusznika – światowego wyrzutka. Nie oznacza to również, że azjatycka despotia, która przekształciła cały kraj w jedną gigantyczną fabrykę środków masowego rażenia – jest dobrym przykładem do naśladowania. Jednak, niestety, w sytuacjach kryzysowych takie reżimy mogą być rzeczywiście o rząd wielkości skuteczniejsze od demokracji, z ich dbałością o formalności, procedury, prawa człowieka i całe to inne „śmieci”, które każdy szanujący się dyktator uważa za całkowicie zbędne i niegodne uwagi. 

Bez pomocy KRLD Rosja najwyraźniej i tak dałaby sobie radę. W Federacji Rosyjskiej, niestety, jest wystarczająco dużo własnych zasobów ludzkich, pieniędzy i potencjału przemysłu zbrojeniowego, by walczyć jeszcze przez wiele lat. Jednak cena wojny dla Kremla byłaby zupełnie inna. Bez północnokoreańskich pocisków rosyjska artyleria musiałaby robić znacznie dłuższe przerwy, a ofensywa na Donbasie mogłaby się załamać już w 2023 roku. Bez północnokoreańskich rakiet ataki na Ukrainę byłyby o rząd wielkości mniej intensywne. A bez północnokoreańskich żołnierzy na Kurszczyźnie i na granicach Federacji Rosyjskiej trzeba by było wycofać z frontu znacznie więcej sił w celu wyzwolenia własnego terytorium.

США хотят усилить санкции в отношении КНДР - sud.ua


Opinie ekspertów
 

Ekspert wojskowy, oficer rezerwy Sił Obronnych Izraela (IDF) Igal Levin tak skomentował dla serwisu UA.News „problem północnokoreański”. 

„Północnokoreańczycy będą angażowani przede wszystkim do prac inżynieryjnych, do ochrony, a także jako operatorzy różnych systemów, w tym bezzałogowych, na terytorium Federacji Rosyjskiej. No i oczywiście wszystko to będzie miało miejsce w ramach wspierania ogólnych wysiłków Rosji w jej agresji przeciwko Ukrainie. Jednak przede wszystkim bojownicy z KRLD są potrzebni w wyżej wymienionych trzech rolach. A pytanie, czy Rosja poradziłaby sobie w wojnie bez Korei Północnej, jest nieuzasadnione, ponieważ wojna jeszcze się nie zakończyła, trwa nadal. Natomiast czy Rosji byłoby trudniej bez Koreańczyków z Północy – tak, zdecydowanie byłoby trudniej. Korea Północna rzeczywiście udziela Rosji ogromnego wsparcia. I to nie tyle w postaci ludzi, co amunicji. To jest prawda i stanowi to poważny problem” – jest przekonany Igal Levin.  

Ekspert wojskowy, emerytowany kapitan Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych Harry Tabach uważa, że należy patrzeć na sprawy szerzej i łączyć je ze sobą. A ponadto — nie należy zbytnio ufać wywiadowi, zwłaszcza w kraju ogarniętym wojną.

„Nie przywiązywałbym zbyt dużej wagi do tego, co mówi wywiad, w tym w kontekście sił zbrojnych KRLD. Wywiad dość często kłamie lub rozpowszechnia dezinformację. Służby wywiadowcze nie dzielą się informacjami z ludźmi, ze społeczeństwem, ot tak sobie. Robią to bardzo rzadko. Służby wywiadowcze mogą się przecież mylić. Ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę pogłoski, że Rosja rzekomo gromadzi żołnierzy z KRLD do ochrony samej Rosji, a nawet do osobistej ochrony Putina, ponieważ nie ufa on własnej ochronie – należy to rozpatrywać w znacznie szerszym kontekście. Powiedziałbym, że jeśli to rzeczywiście ma miejsce, to być może Putin zatrudnia ich dlatego, że są znacznie niżsi od niego i dlatego się ich nie boi. To oczywiście żart.

Ale mówiąc poważnie, nie można patrzeć na ten problem jednostronnie. Przede wszystkim mamy problem z Chinami. Jeśli upora się z Chinami, to w znacznym stopniu upora się również z Rosją, z KRLD i ze wszystkimi innymi podobnymi problemami. Mamy tu również problem z Hamasem, „Hezbolla” i innymi ugrupowaniami terrorystycznymi. Jeśli uporamy się z Iranem, to w znacznym stopniu rozwiążemy również kwestię tych grup, które on finansuje. A kiedy upora się z ONZ i Europą, to, jak sądzę, w ogóle rozwiążemy wszystkie światowe problemy. Bo co właściwie oznacza stwierdzenie, że Rosja „gromadzi” u siebie żołnierzy z KRLD? Przecież oczywiste jest, że nie dzieje się to bez pewnego zezwolenia lub przynajmniej bez uzgodnienia z Chinami. Dlatego na ten problem należy spojrzeć w szerszej perspektywie” – jest przekonany Harry Tabach. 

КНДР: США напуганы


Ponadto, zdaniem eksperta, nie można jednak twierdzić, że Rosja nie poradziłaby sobie w tej wojnie bez wsparcia KRLD. 

„To mniej więcej tak samo, jak twierdzenie, że Związek Radziecki nie zdołałby zwyciężyć bez programu Lend-Lease. Jest to stwierdzenie należące do kategorii historycznych hipotez, których sama historia nie toleruje. Kto wie, jak by było naprawdę? Możemy mówić jedynie o faktach, które mamy przed sobą, i o tym, co dzieje się teraz, a nie o tym, „co by było, gdyby”, „być może”, „prawdopodobnie” itp. Dlatego należy opierać się przede wszystkim na rzeczywistych faktach i bieżących procesach, a dopiero potem wyciągać wnioski” — podsumował Harry Tabakh. 

Politolog Maksym Gonczarenko przypomina, że KRLD już dawno stała się dla Rosji jednym z istotnych czynników wspierających agresję przeciwko Ukrainie. Na dzień dzisiejszy Korea Północna przekazała już Rosji 15 mln pocisków artyleryjskich oraz udostępniła około 14–15 tysięcy żołnierzy. Ponadto, w ramach realizacji umowy o partnerstwie strategicznym z czerwca 2024 roku, w Rosji pracuje około 30 tysięcy północnokoreańskich robotników. 

„Ale dlaczego Rosja, która przedstawiała się jako silna opozycja wobec »zbiorowego Zachodu«, w ogóle potrzebowała wsparcia? Najbardziej bolesnym tematem dla Rosji jest obecnie mobilizacja. Do pewnego momentu Kreml mógł trzymać się strategii, w której wojna i życie cywilne w praktyce nie łączą się. Oferowanie pieniędzy za podpisanie kontraktu z armią, zwłaszcza w regionach dotkniętych kryzysem gospodarczym, intensyfikacja propagandy, a rekrutować kadrę wśród maturzystów, którzy chcą dostać się na studia bez egzaminów (pamiętamy przypadek Alabugi) — to schemat, który się sprawdza. W takiej rzeczywistości uprawianie „patriotyzmu” jest dość łatwe, bo wojna toczy się „gdzieś tam”, a poparcie dla działań rządu jest pod każdym względem bezpłatne. Moskwa doskonale rozumie, że gdy tylko dla Rosjan perspektywa trafienia na front stanie się namacalna, milczące poparcie przerodzi się w sprzeciw, a „fanatycy Z” będą jednymi z pierwszych w kolejce do wyjazdu z kraju. Jednak zasoby ludzkie RF wyczerpują się, a rozwiązaniem jest rekrutacja żołnierzy z KRLD. Można ich wykorzystać do obrony Kurska, można nimi wypełnić luki w obronie wewnętrznej, a własne siły skierować bezpośrednio na front” – wyjaśnia politolog. 

Drugim aspektem jest zaopatrzenie materialne, mówi Gonczarenko. Pjongjang oferuje korzystne warunki dostaw amunicji, odciążając rosyjski kompleks zbrojeniowy. W zamian otrzymują od Rosji wsparcie gospodarcze, żywnościowe, technologiczne i polityczne. Wysyłanie żołnierzy również przynosi korzyści KRLD. Ekspert podkreśla: armia północnokoreańska dzięki Rosji zyskuje to, czego od dawna jej brakowało — rzeczywiste doświadczenie w prowadzeniu współczesnych działań bojowych.

„Czy Rosja znalazłaby się w obecnej sytuacji bez wsparcia KRLD – to kwestia dyskusyjna. Jedno jednak można stwierdzić z całą pewnością: brak wsparcia ze strony Pjongjangu zmusiłby Moskwę do podjęcia bardziej niepopularnych i surowych decyzji. Obecnie stabilność wewnętrzna Federacji Rosyjskiej opiera się na tym, że przeciętny Rosjanin styka się z wojną bezpośrednio jedynie w wiadomościach. Dlatego też całkowita militaryzacja państwa wywoła raczej szok i paraliż społeczny niż jakiś „patriotyczny zryw”. „Luki” w składzie osobowym, kompleksie wojskowo-przemysłowym i sile roboczej Kreml będzie do ostatniej chwili próbował wypełnić rekrutowanymi zagranicznymi bojownikami. W związku z tym wsparcie ze strony Korei Północnej to sposób na zyskanie czasu, a nie na radykalne rozwiązanie problemu” – zauważył Maksym Honczarenko. 

В КНДР строят


Podsumowując, KRLD nie jest „ratownikiem” Rosji w tej wojnie w sensie globalnym. Niestety, na chwilę obecną Federacja Rosyjska z pewnością nie przegrywa tej wojny i ogólnie rzecz biorąc, nie ma potrzeby jej ratowania. Jednak Korea Północna stała się tym właśnie niezwykle ważnym węzłem logistycznym, który zamienia tę wojnę w wojnę na wyczerpanie dla Ukrainy. I dopóki świat nie znajdzie skutecznych środków nacisku na oś „Pjongjang – Moskwa”, dostawy będą trwały. W związku z tym rola tego kraju w wojnie pozostanie nieproporcjonalnie duża, choć nie będzie decydująca dla ogólnego wyniku. 

Historia z KRLD to opowieść o tym, że nigdy nie należy lekceważyć reżimów dyktatorskich, zwłaszcza jeśli przez całe życie otwarcie przygotowują się do wojny. Jest to również historia o tym, jak bardzo „zepsuty” i nieprzewidywalny jest współczesny świat, w którym sam Putin w 2017 roku podpisał sankcje przeciwko KRLD z powodu jej programu rakietowego (!), w 2023 roku już wymienia z nią pociski i rakiety, by bombardować Ukrainę, a w 2024 roku Koreańczycy z Północy w ogóle walczą ramię w ramię z Rosjanami przeciwko Siłom Zbrojnym Ukrainy w obwodzie kurskim, aby w 2026 roku pozostać dla siebie bardzo ważnymi partnerami wojskowo-politycznymi. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację