$ 44.84 € 52.05 zł 12.28
+15° Kijów +18° Warszawa +24° Waszyngton
Zapomnij o Alasce: czego Ukraina oczekuje od szczytu G7 we Francji

Zapomnij o Alasce: czego Ukraina oczekuje od szczytu G7 we Francji

16 czerwca 2026 17:12

W chwili obecnej (15–17 czerwca) we francuskim Evian odbywa się szczyt „Wielkiej Siódemki”. Jego porządek obrad w znacznym stopniu będzie zależał nie tyle od oficjalnego harmonogramu, co od jednej kluczowej intrygi. Można ją ująć w krótką formułę: czy Ukrainie i jej europejskim sojusznikom uda się zmusić Donalda Trumpa do ostatecznego zapomnienia o „duchu Anchorage”. Chodzi tu o zeszłoroczne spotkanie prezydenta USA i rosyjskiego dyktatora Władimira Putina na Alasce, gdzie strony rzekomo uzgodniły między innymi wycofanie się Sił Zbrojnych Ukrainy z Donbasu jako warunek zakończenia wojny. 

Pewną ironią tej sytuacji jest to, że przywódcy zamierzają omawiać perspektywy pokoju na tle niezwykle brutalnej demonstracji siły po obu stronach. W nocy z 14 na 15 czerwca Rosja przeprowadziła kolejny masowany ostrzał Ukrainy, celowo uderzając w Kijów. Ponownie zginęły i zostały ranne dziesiątki osób, a jeden z „szahidów” trafił między innymi w Sobór Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Ławrze Kijowsko-Peczerskiej, uszkadzając to historyczne sanktuarium. Już rano 16 czerwca, właśnie w trakcie szczytu, ukraińskie drony przeprowadziły atak odwetowy na rafinerię ropy naftowej w Moskwie. 

Wojna przemawia wyłącznie językiem wybuchów i właśnie przy tym akompaniamencie przywódcy państw zachodnich będą próbowali wytyczyć kontury nowego porządku – a przynajmniej będą udawać, że to robią. Czego więc Ukraina może oczekiwać od tego szczytu i jaki wynik chciałby widzieć Kijów? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami analizował tę kwestię. 

Główna bitwa – o świadomość Trumpa

 

Istota dyskusji w Evianie nie sprowadza się jedynie do kolejnej debaty na temat pomocy dla Ukrainy czy czegoś w tym rodzaju. Tym bardziej, że Ukraina nie jest jedynym tematem dialogu. Jest to próba przełamania wyników porozumień zawartych na Alasce między Trumpem a Putinem, które przewidywały wycofanie ukraińskich wojsk z Donbasu. Dla Kijowa i europejskich stolic ma zasadnicze znaczenie, aby ten scenariusz nawet teoretycznie nie mógł powrócić na stół negocjacyjny.

Europejczycy przybyli na szczyt nie tylko z zamiarem pozyskania poparcia Trumpa — dążą do tego, by uczynić go współautorem nowej strategii. „Europejska trójka” (Wielka Brytania, Francja i Niemcy) uważa obecnie, że przebieg wojny zmienił się na korzyść Ukrainy, a zatem otworzyła się szansa na renegocjację warunków ewentualnego pokoju. Ich propozycja pokrywa się ze stanowiskiem Kijowa: zawieszenie ognia na linii frontu. Być może poruszona zostanie również kwestia zachodnich sił pokojowych, czemu zdecydowanie sprzeciwia się Moskwa. Jest to próba zinstytucjonalizowania obecności Zachodu na Ukrainie, uczynienia linii starcia nie tymczasową granicą, ale faktycznie nową „granicą bezpieczeństwa”. 

W tym kontekście szczególne znaczenie nabiera stanowisko nie tylko Waszyngtonu, ale także innych członków G7. Japonia, która w tym roku przewodniczy „siódemce”, konsekwentnie popiera presję sankcyjną na Rosję, jednak jej własne interesy bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku zmuszają Tokio do coraz uważniejszego przyglądania się temu, jak Zachód buduje długoterminową strategię powstrzymywania. Kanada i Włochy z kolei tradycyjnie opowiadają się za dyplomatycznymi rozwiązaniami, ale jednocześnie nie są gotowe pozostać na uboczu, jeśli główni gracze – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy – utworzą jednolity front. Zatem presja na Trumpa będzie wywierana nie tylko ze strony europejskiej trójki, ale także poprzez demonstrację szerokiego konsensusu w ramach G7.

Tymczasem Putin działa z wyprzedzeniem. W przeddzień szczytu po raz kolejny dał do zrozumienia, że rzekomo jest gotowy do negocjacji z Ukrainą i Zachodem, ale wyłącznie na podstawie „warunków z Anchorage”. Putin jest również gotowy na spotkanie z ukraińskim przywódcą – ale demonstracyjnie wzywa go do Moskwy. A 14 czerwca, dwa dni przed szczytem, zarówno Zełenski, jak i Putin praktycznie jednocześnie przeprowadzili rozmowy telefoniczne z Trumpem. Z wypowiedzi Zełenskiego wynikało, że starał się on przekonać Trumpa o bezsensowności dalszego trzymania się starych schematów oraz o konieczności zwiększenia presji na Rosję. Z kolei doradca rosyjskiego autokraty, Uszakow, ogłosił tezę, że Trump obiecał wpłynąć na Europejczyków i Kijów – najwyraźniej w kierunku realizacji warunków z Alaski. Jak to się mówi, opinie są podzielone.

Dla prezydenta USA sytuacja ta stanowi trudne balansowanie między różnymi kierunkami dalszych działań. Z jednej strony całkowite zerwanie z „duchem Anchorage” oznaczałoby utratę twarzy wobec Putina i potencjalną eskalację, której zawsze starał się uniknąć. Z drugiej strony, jeśli amerykański przywódca zignoruje argumenty Europejczyków i Ukrainy i pozostanie przy dotychczasowych stanowiskach, może to kosztować go kolejne porażki, ponieważ Kijów i Europa nie chcą zgodzić się na warunki Waszyngtonu i Moskwy. 

Zbliżają się wybory do Kongresu i choć polityka zagraniczna rzadko bywa decydującym czynnikiem dla amerykańskiego wyborcy, temat „zdrady sojuszników” czy „ustępstw wobec Rosji” jest w stanie zmobilizować przeciwników. Ponadto lobby wojskowo-przemysłowe w USA jest zainteresowane utrzymaniem i zwiększeniem zamówień, a zatem również będzie wywierać presję na Biały Dom, aby kontynuował wsparcie dla Kijowa.

G7 summit 2026 live: Trump says G7 had 'very good' meeting with Zelenskiy |  Reuters


Trzy postulaty Kijowa

 

W tej skomplikowanej grze dyplomatycznej Ukraina ma całkiem konkretną listę postulatów skierowanych do uczestników szczytu. Serwis Politico wskazał trzy główne obszary, na których Zełenski i jego europejska „grupa wsparcia” skoncentrują swoje wysiłki.

Po pierwsze – rakiety. Ukraina domaga się przyspieszenia dostaw pocisków przechwytujących do systemów Patriot, a także, być może, rakiet dalekiego zasięgu. Kwestia ta nabrała szczególnej aktualności po kolejnym nocnym ataku na Kijów: trafienie w Ławrę stało się bolesnym przypomnieniem, że ukraińskie niebo nadal nie jest wystarczająco chronione. Jednocześnie obecne ataki na rosyjską logistykę oraz sukcesy w „wojnie dronów” pokazują, że Ukraina jest w stanie skutecznie wykorzystywać zachodnią broń, zadając dotkliwe ciosy w głębi terytorium wroga. 

Po drugie – pieniądze. UE pokryła już najbliższe potrzeby finansowe Ukrainy, zatwierdzając pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro. Jednak Kijów potrzebuje jeszcze co najmniej 20 miliardów. Nie chodzi tu wyłącznie o bezpośrednią pomoc wojskową: środki te są niezbędne do utrzymania stabilności makroekonomicznej, wypłaty wynagrodzeń pracownikom sektora publicznego, odbudowy zniszczonej infrastruktury itp. Kwestia finansowania, jak zawsze, staje się kwestią przetrwania.

Po trzecie – sankcje. Ukraina od dłuższego czasu wywiera presję na sojuszników, domagając się wzmocnienia presji gospodarczej na Moskwę, ale wyniki pozostają niejednoznaczne (zwłaszcza jeśli chodzi o stanowisko Waszyngtonu). UE przygotowuje obecnie już 21. (!) pakiet sankcji przeciwko Rosji, jednak powstrzymała się od wprowadzenia kluczowego zakazu transportu morskiego rosyjskich tankowców. Decyzję tę świadomie odłożono do szczytu G7, licząc na to, że Stany Zjednoczone poprą ten krok właśnie tutaj, w Évian. Według informacji dwóch europejskich urzędników bez wsparcia ze strony USA presja sankcyjna pozostaje niepełna, a co za tym idzie – mniej dotkliwa dla Kremla. Trudno jednak wyobrazić sobie, by Trump był zachwycony pomysłem kolejnego pakietu sankcji.  

Nie można również ignorować kontekstu militarnego, w jakim odbywa się szczyt. Atak na Ławrę Kijowsko-Peczerską to nie tylko kolejna zbrodnia wojenna przeciwko dziedzictwu kulturowemu, ale także przesłanie skierowane bezpośrednio do uczestników szczytu G7. Rosja pokazuje, że jest gotowa niszczyć nawet najświętsze symbole kultury i duchowości prawosławnej, że dla niej nie ma żadnych „czerwonych linii”. Jest to świadome postawienie na zastraszanie: rzekomo na wszelkie wasze plany odpowiemy eskalacją, na którą nie odważycie się zareagować.

Jednocześnie ukraiński atak na moskiewską rafinerię ropy naftowej stanowi lustrzaną, choć daleką od tak wielkiej, odpowiedź. Kijów pokazuje, że wojna ma swoją drugą stronę, że terytorium Rosji nie jest nietykalne i że żadne porozumienia w Anchorage ani nigdzie indziej nie gwarantują bezpieczeństwa nawet stolicy Rosji. Jest to również sygnał dla Trumpa: Ukraina nie chce być biernym przedmiotem targów, dysponuje własnymi narzędziami wpływu na przebieg konfliktu. A jeśli Waszyngton spróbuje zmusić Kijów do niekorzystnego pokoju, konsekwencje mogą być nieprzewidywalne nie tylko dla Ukrainy, ale i dla całej architektury bezpieczeństwa regionalnego.

Osobną intrygą jest osobiste spotkanie Trumpa i Zełenskiego. Oficjalnie Biały Dom oświadczył, że taka rozmowa nie jest zaplanowana. Jednak później sam prezydent USA potwierdził, że spotkanie to już się odbyło – jak donoszą media, w obecności prezydenta Francji Emmanuela Macrona. 

Tak czy inaczej, przywódcy z pewnością spotkają się jeszcze raz podczas wspólnej sesji, ale czy wyniknie z tego coś więcej – to kwestia otwarta. To właśnie w formacie „tet-a-tet” często rozwiązuje się najtrudniejsze problemy, a brak takiej rozmowy może oznaczać, że przekonanie Trumpa będzie znacznie trudniejsze. Jednocześnie nadmierny rozgłos wokół ewentualnego spotkania może obrócić się przeciwko Kijowowi, ponieważ Trump nie lubi, gdy próbuje się go zepchnąć w kąt oczekiwaniami.

Trump shifts focus to Russia-Ukraine peace after Iran war deal


Opinie ekspertów

 

Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Magda tak komentuje szczyt G7 we Francji:

„Co należy wiedzieć, gdy mówimy o szczycie „siódemki”, który odbywa się nad brzegiem Jeziora Genewskiego? Po pierwsze, jest to rzeczywiście zgromadzenie najpotężniejszych graczy Zachodu i to właśnie to spotkanie będzie przyciągać uwagę. Po drugie – Ukraina będzie tam reprezentowana przez Wołodymyra Zełenskiego, ale nie należy zapominać, że Ukraina nie jest jedynym tematem. Nie do końca też zrozumiałem, dlaczego Zełenski chciał zaprosić tam Putina, skoro ten nie należy do grona uczestników G7. I, szczerze mówiąc, ten zabieg z jego strony nie do końca mi się wyjaśnia. Jednak prezydent najwyraźniej wie lepiej… Jasne jest, że Donald Trump będzie w stanie euforii, ponieważ marzy obecnie o porozumieniu pokojowym z Iranem. Dlatego spójrzmy na to dość pragmatycznie. I jeszcze jedna kwestia: „siódemka” nie ma możliwości przyjmowania porozumień, które byłyby wiążące. Dlatego warto myśleć trzeźwo i liczyć przede wszystkim na siebie oraz wspierać Siły Obronne Ukrainy. Nie mamy innych sojuszników”. 

Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik uważa, że obecnie Ukraina i Rosja realizują skrajnie antagonistyczne strategie negocjacyjne.

„Rosja nalega na powrót do porozumień osiągniętych w Anchorage. Moskwa apeluje do Waszyngtonu o konieczność dotrzymania słowa. Ukraina natomiast dąży do włączenia Europy jako pełnoprawnego uczestnika procesu negocjacyjnego oraz do uczynienia podstawą porozumienia pięciu warunków pokoju, które obecnie stanowią praktycznie wspólne stanowisko ukraińsko-europejskie. Jednocześnie strona ukraińska stara się podważyć znaczenie porozumień z Anchorage i wykluczyć je jako format porozumień potencjalnie niebezpieczny dla siebie. Główny kierunek kolejnego etapu negocjacji będzie zależał od zderzenia dwóch zasadniczo różnych strategii: rosyjskiej próby utrzymania porozumienia z Anchorage jako punktu wyjścia do uregulowania konfliktu oraz ukraińsko-europejskiej próby stworzenia nowych ram negocjacyjnych. Dalszy przebieg wydarzeń będzie zależał od tego, czy Stany Zjednoczone będą próbowały zachować ciągłość poprzednich porozumień z Rosją, czy też uznają konieczność zrewidowania podstaw negocjacyjnych z uwzględnieniem nowego wspólnego stanowiska Ukrainy i Europy. Stany Zjednoczone znajdują się w trudnej sytuacji. Z jednej strony w Anchorage Waszyngton najwyraźniej uzgodnił coś z Moskwą. Z drugiej strony, od czasu spotkania w Anchorage sytuacja polityczna, wojskowa i międzynarodowa uległa znacznej zmianie. Zmian tych również nie można ignorować” — zauważył Rusłan Bortnik. 

Встреча на G7: Зеленский, Трамп и Макрон обсудили войну в Украине - Engage


Podsumowując, szczyt w Evian to nie tylko spotkanie przywódców, ale kolejny ważny moment w całej sytuacji związanej z wojną i pokojem. Jeśli Zełenskiemu i Europejczykom uda się przekonać Trumpa do zajęcia twardszego stanowiska wobec Rosji, otworzy to drogę do realizacji ukraińsko-europejskiego planu pokojowego, który polega przede wszystkim na zawieszeniu ognia na linii starć, czemu aktywnie sprzeciwia się Federacja Rosyjska. Jeśli natomiast Trump pozostanie w uścisku „ducha Anchorage”, Ukraina ryzykuje, że znajdzie się w sytuacji, w której Waszyngton w pewnym momencie zacznie nakłaniać ją do ustępstw wobec Kremla.

Znaczące jest to, że obie strony konfliktu wybrały przed szczytem tę samą taktykę – demonstrację siły. Atak na Ławrę miał przypomnieć Zachodowi, że Rosja nie cofnie się przed uderzeniem w to, co najświętsze. Atak na moskiewską rafinerię – że Ukraina jest w stanie uderzać w głąb terytorium i boleśnie. To wojna nerwów, w której argumenty dyplomatyczne są poparte działaniami wojskowymi. Najbliższe dni pełne napiętych dyskusji pokażą więc, czy Kijowowi i jego sojusznikom udało się przełamać sytuację na swoją korzyść, czy też wszystko pozostało tak, jak było. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток