$ 44.71 € 51.3 zł 11.77
+17° Kijów +12° Warszawa +25° Waszyngton
Uchwalono ustawę imienia Lindsey’ego Grahama: jak Kongres USA postawił Trumpa przed niemożliwym wyborem

Uchwalono ustawę imienia Lindsey’ego Grahama: jak Kongres USA postawił Trumpa przed niemożliwym wyborem

17 września 2026 17:31

Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych przyjęła wczoraj, 16 września, projekt ustawy o „piekielnych sankcjach” wobec Rosji i Iranu: 262 głosy za, 159 przeciw. Dokument, nazwany na cześć zmarłego republikańskiego senatora Lindsey’ego Grahama, został już przekazany do podpisu prezydentowi Donaldowi Trumpowi. 

Ustawa przewiduje bezprecedensowe sankcje wtórne wobec krajów kupujących rosyjską ropę i gaz, rozszerzenie sankcji na sektor energetyczny i obronny Federacji Rosyjskiej oraz walkę z „flotą cieni”. Decyzja ta stała się zwieńczeniem trwających ponad półtora roku negocjacji, kompromisów i walki politycznej w amerykańskim establishmentu – a jednocześnie postawiła Trumpa przed wyborem, który, jak się wydaje, po prostu nie ma dobrego rozwiązania. Podpisanie ustawy oznacza pogrzebanie własnej idei pokoju z Moskwą i ryzyko wzrostu cen paliw w przededniu wyborów. Niepodpisanie — oznacza nowe oskarżenia o współpracę z Kremlem na tle skandalu z rosyjskim oligarchą. 

Czym jest ta ustawa, skąd się wzięła i dlaczego została przyjęta właśnie teraz, a co najważniejsze – jak rozwiązać dylemat Trumpa? Komentator polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami przeanalizował tę kwestię. 

Czym jest ta ustawa i dlaczego pojawiła się właśnie teraz

 

Historia tego projektu ustawy sięga kwietnia 2025 roku, kiedy republikański senator Lindsey Graham wraz z demokratą Richardem Blumenthalem zgłosili w Kongresie inicjatywę, która otrzymała nieoficjalną nazwę „piekielnych sankcji”. Pierwotna wersja była naprawdę piekielna: przewidywała cła sięgające 500% (!) na towary z każdego kraju, który nadal kupuje rosyjską ropę, gaz i inne zasoby strategiczne.

Jednak administracja Trumpa od samego początku podchodziła do tej inicjatywy z rezerwą. Ostatecznie maksymalną stawkę ceł obniżono z 500% do 100%, a liczbę krajów, które mogą podlegać tym cłom, zmniejszono z 60 do około dziesięciu. 

Co zatem konkretnie zawiera ustawa? Najważniejszą jej częścią są cła wtórne. Prezydent USA zyskuje prawo do nakładania ceł w wysokości do 100% na towary z krajów należących do piątki największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu. Na liście najbardziej prawdopodobnych celów znalazły się Chiny, Indie, Słowacja, Węgry i Azerbejdżan (w przypadku ropy), a także Chiny, Francja, Japonia, Węgry i Belgia (w przypadku gazu). Co prawda dla krajów, w których udział rosyjskiego gazu w imporcie wynosi mniej niż 15% i które ograniczają zakupy, przewidziano wyjątki — dotyczy to Japonii, Francji, Węgier i Belgii. Ranking pięciu największych nabywców będzie aktualizowany co 180 dni. W przypadku towarów importowanych bezpośrednio do USA z Rosji projekt ustawy przewiduje cło w wysokości do 500%.

Drugi blok to sankcje wobec rosyjskich przywódców i sektora finansowego. Dokument przewiduje obowiązkowe sankcje wobec Putina, najwyższych przywódców politycznych i wojskowych Rosji, oligarchów i członków ich rodzin, a także wobec największych rosyjskich banków. 

Trzeci blok dotyczy walki z „flotą cieni”. Sankcje nakładane są na statki wykorzystywane do transportu rosyjskich surowców energetycznych z pominięciem istniejących ograniczeń, a także na ich właścicieli, operatorów i powiązane przedsiębiorstwa. 

Czwarty blok — kwestia irańska: na żądanie Trumpa do projektu ustawy włączono postanowienia dotyczące przedłużenia obowiązujących sankcji wobec Iranu, co stanowiło swego rodzaju „opłatę” za poparcie dokumentu ze strony prezydenta.

Ważne jest, aby zrozumieć jedną zasadniczą kwestię: ustawa nie nakłada sankcji automatycznie. Daje ona prezydentowi prawo do ich nakładania, ale głowa państwa otrzymuje przy tym szerokie uprawnienia w zakresie odroczeń i wyjątków od reżimu sankcyjnego. Krytycy ustawy obawiają się, że daje ona Trumpowi zbyt dużą władzę w zakresie ceł, nie gwarantując przy tym rzeczywistego stosowania sankcji. Innymi słowy, Kongres uchwalił potężne narzędzie, ale to, czy zostanie ono wykorzystane, zależy wyłącznie od jednej osoby.

Конгресс США утвердил 300-миллионный оборонный бюджет Украины - 24 Канал


Dylemat Trumpa: czy prezydent USA podpisze ustawę 
 

Według doniesień mediów Trump planuje podpisać projekt ustawy. Sytuacja jest jednak znacznie bardziej złożona, niż się wydaje na pierwszy rzut oka, i nie chodzi tu wyłącznie o samą ustawę. Obecnie Trump aktywnie promuje ideę „rozejmu energetycznego” między Rosją a Ukrainą. Motywacja prezydenta USA jest przy tym całkowicie pragmatyczna: ceny paliw w Ameryce rosną, co boleśnie odbija się na poparciu dla Partii Republikańskiej i osobiście dla Trumpa w przededniu wyborów uzupełniających do Kongresu w listopadzie tego roku.

Ceny ropy i benzyny rosną obecnie na całym świecie. Na przykład rosyjska ropa Urals kosztuje już więcej niż Brent: ponad 120 dolarów. Jeśli więc Trump podpisze ustawę o „piekielnych sankcjach” – a to oznacza maksymalne zaostrzenie ograniczeń wobec rosyjskich surowców energetycznych – nie dojdzie do żadnego „energetycznego rozejmu”. Moskwa oświadczyła już, że jest gotowa na rozejm, ale pod warunkiem zniesienia sankcji. Podpisanie ustawy o nowych sankcjach sprawi oczywiście, że warunek ten stanie się niemożliwy do spełnienia.

Co więcej, wtórne cła wobec Chin i Indii – największych nabywców rosyjskiej ropy – mogą wywołać nową globalną wojnę handlową. A jeśli Chiny i Indie zdecydują się zignorować amerykańskie groźby i będą nadal kupować rosyjską ropę (a w warunkach globalnego deficytu surowców energetycznych jest to całkiem prawdopodobne!), wpływ Ameryki na światową gospodarkę ulegnie gwałtownemu załamaniu. 

Osobnym wątkiem, który wiele wyjaśnia w obecnej sytuacji, jest niedawna wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie. Była to pierwsza wizyta szefa CIA w stolicy Rosji od 2021 roku. Oczywiście celem podróży była próba osiągnięcia porozumienia – zarówno w sprawie Ukrainy, jak i szerszego kręgu zagadnień. Jednak wynik mówił sam za siebie: po odlocie Retcliffe’a z Moskwy ataki na Ukrainę, a w szczególności na Kijów, gwałtownie nasiliły się, a trzy tygodnie później Kongres uchwalił ustawę o „piekielnych sankcjach”. Jeśli była to próba osiągnięcia porozumienia, to najwyraźniej zakończyła się niepowodzeniem. 

Jednocześnie sam Trump po głosowaniu w Izbie Reprezentantów ponownie zaczął mówić, że wojna między Ukrainą a Rosją „wkrótce się skończy”. Wygląda to na próbę zachowania twarzy: rzekomo nie podpisuję sankcji, bo wojna i tak lada moment się zakończy. Ale czy ktokolwiek, poza samym Trumpem, w to wierzy? To pytanie retoryczne. 

Дональд Трамп обещает отменить 15-процентную пошлину на ирландский виски |  Евронью́с


Co będzie dalej: cztery scenariusze
 

Najbardziej prawdopodobny wariant rozwoju wydarzeń – Trump podpisuje ustawę, ale nie stosuje sankcji. Dokument daje prezydentowi prawo, ale nie zobowiązuje go do wprowadzenia tych ceł. Trump może podpisać dokument, aby uniknąć oskarżeń o „pracę na rzecz Putina”, ale następnie skorzystać z przepisów dotyczących odroczeń i wyjątków, aby faktycznie nie wprowadzać dodatkowych ceł wobec Chin i Indii. Takie podejście pozwoli mu zachować twarz przed Kongresem, a jednocześnie nie zepsuć ostatecznie stosunków z Moskwą. 

Drugi scenariusz — Trump podpisuje i stosuje sankcje w pełnym zakresie. W tym przypadku świat czeka gwałtowne zaostrzenie sytuacji: ceny surowców energetycznych mogą wzrosnąć jeszcze bardziej, zwłaszcza biorąc pod uwagę blokadę Cieśniny Ormuz. Chiny i Indie staną przed wyborem — albo ograniczą zakupy rosyjskiej ropy, albo będą płacić 100% cła od swoich towarów w USA. Biorąc pod uwagę skalę chińsko-amerykańskiego handlu, może to wywołać pełną wojnę handlową. 

Trzeci scenariusz — Trump zawetuje ustawę. Jednak Kongres może z łatwością przełamać veto większością dwóch trzecich głosów w obu izbach. To postawi prezydenta w niezwykle kłopotliwej sytuacji. 

Czwarty scenariusz — Trump nie podpisuje ustawy ani nie zgłasza weta. Projekt ustawy automatycznie wejdzie w życie po 10 dniach (z wyjątkiem niedziel), o ile Kongres nie przerwie sesji. Jest to w rzeczywistości „milcząca zgoda” — Trump pozwoli, by ustawa weszła w życie, nie biorąc na siebie politycznej odpowiedzialności za jej podpisanie.

Трамп заявил, что против замедления развития искусственного интеллекта |  РБК Украина


Opinie ekspertów
 

Politolog Maksym Honczarenko przypomina: historia „piekielnych sankcji” rozpoczęła się już na początku drugiej kadencji Trumpa. Wtedy zaczął on testować mechanizmy presji celnej na państwa. I to rzeczywiście przyniosło rezultat. We wszystkich tych przypadkach Stany Zjednoczone zyskiwały nowe pole do negocjacji – teraz więc obserwujemy ewolucję tego narzędzia w praktyce.

„Jeśli chodzi o Rosję – sankcje mogą zadziałać. Ale nie bezpośrednio, a poprzez stworzenie izolacji handlowej wokół Federacji Rosyjskiej. Głównym wyzwaniem dla Moskwy jest obecnie wykorzystanie swojego potencjału handlowego opartego na zasobach naturalnych oraz uniknięcie utraty importu równoległego. Istnieją partnerzy, którzy są w stanie zignorować wojnę rozpętaną przez Kreml. Dlatego Stany Zjednoczone stosują taktykę presji gospodarczej wobec tych partnerów. Głównym zadaniem jest uczynienie Federacji Rosyjskiej partnerem toksycznym pod względem gospodarczym, a handel z nią w jakiejkolwiek formie – ewidentnie nieopłacalnym. W rzeczywistości przed innymi krajami staje dylemat: „rosyjskie surowce energetyczne albo rynek amerykański”.

Najwięcej, co można osiągnąć tą drogą, to uczynienie Rosji nieopłacalnym partnerem dla Chin. Obecnie Chiny zachowują neutralność dyplomatyczną, nie rezygnując z handlu. Zgodnie z logiką Chin ważniejszy jest porządek światowy i jasne zasady gry. Projekt ustawy Lindseya Grahama wzywa Pekin do rozważenia przyszłych korzyści i strat. A jeśli strat będzie więcej, Rosja może stracić dostęp do największego z możliwych rynków” – uważa Maksym Honczarenko.

Ekspert zauważa: dla samego Trumpa jest to kolejna okazja do zainicjowania procesu negocjacyjnego, dysponując narzędziem poważnej presji gospodarczej. Pojawiają się również argumenty przemawiające za nową rozmową z Xi Jinpingiem. Tylko że rozmowa ta będzie już prowadzona z utylitarnych, pragmatycznych pozycji. To najzrozumiały język dla obu stron. 

„Zarówno w przypadku Iranu, jak i Rosji Trump dysponuje bardzo znaczącą dźwignią wpływu, którą może wykorzystać lub nie. To silna pozycja negocjacyjna. Rosja może przeciwdziałać tylko na dwa sposoby: albo próbować stworzyć autarkię, albo spróbować „zrekompensować” straty gospodarcze państw partnerskich tańszymi cenami. Jednak żadna z tych metod nie zadziała… Dla państwa opartego na zasobach naturalnych, o ograniczonym dostępie do rynków, głównym problemem nie jest to, jak z zyskiem sprzedać swoje aktywa, ale jak je w ogóle sprzedać. Dlatego surowce energetyczne są już sprzedawane po cenach niższych od rynkowych. Jeszcze większa obniżka cen byłaby bezpośrednim ciosem dla własnej gospodarki. W konsekwencji doprowadziłoby to do niedoboru środków zarówno w sferze wojskowej, jak i cywilnej. Dlatego skuteczne stawianie oporu w Rosji nie będzie możliwe. Będzie trzeba dojść do porozumienia albo popaść w jeszcze bardziej sztywną, niemal wasalną zależność od Chin” – jest przekonany Maksym Honczarenko. 

Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewgienij Magda zauważa: projekt ustawy o „piekielnych sankcjach” ma niezwykle interesujący los.

„Po pierwsze, Lindsey Graham zmarł po wizycie na Ukrainie – i myślę, że pojawi się wiele różnych teorii spiskowych na ten temat. Po drugie, jego przyjęcie, w którym wzięła udział jedna czwarta przedstawicieli frakcji demokratycznej w Izbie Reprezentantów, to pierwszy taki przypadek podczas drugiej kadencji prezydenta Trumpa, kiedy znalazło się miejsce na rzeczywiste ponadpartyjne poparcie dla Ukrainy. Ten projekt ustawy tworzy mechanizm, który wzmacnia uprawnienia prezydenta USA, ale nie zobowiązuje go do ich obowiązkowego stosowania. To znaczy, powiedziałbym, że pośmiertnie Lindsey Graham złożył Donaldowi Trumpowi ostatni prezent, wzmacniając go, ale dając mu możliwość nie wywierania presji na Rosję – co do tego mam spore wątpliwości – oraz możliwość wypracowania pewnych specyficznych elementów stanowiska przed spotkaniem z Xi Jinpingiem. Jest jeszcze jeden fakt: rosyjski biznesmen sfinansował ślub syna Donalda Trumpa. Myślę, że to wszystko sprawia, iż podpisanie projektu ustawy jest w praktyce nieuniknione.  

Po podpisaniu ustawy Trump wygłosi wiele słów na temat tego, jak powinny wyglądać sankcje. Potrafi dobrze mówić. Jednak czy sankcje te będą rzeczywiste, przekonamy się dopiero wtedy, gdy zostaną wdrożone, a nie gdy pozostaną jedynie obietnicami. Uważam, że jest to bardzo poważne wyzwanie, które jest dla nas widoczne i z którym musimy się zmierzyć. Chciałbym również zaznaczyć, że właśnie w Waszyngtonie odbywał się Ukraine Action Summit, czyli spotkanie przedstawicieli organizacji społecznych z ich parlamentarzystami. A ci członkowie Izby Reprezentantów, którzy ubiegają się o reelekcję, z reguły bardziej pozytywnie odnosili się do tego projektu ustawy” – mówi Jewhen Magda.

Ekspert przypomina: sankcje nie są narzędziem, które mogłoby jednoznacznie i natychmiast położyć kres rosyjskiej agresji wobec Ukrainy. Jest to jednak narzędzie znane światu zachodniemu, z którego tam stale się korzysta.

„Trump otrzymał piłkę na swoim boisku. Jeśli jednak będzie postrzegał to wyłącznie jako pole do gry w golfa, nie będzie to do końca dobre. Byłoby dla nas dobrze, gdyby zamiast wbijać piłki golfowe do dołków, strzelał bramki Moskwie, a jeśli zechce – Pekinowi. Ale żeby to zrobić, musi wykazać się większą stanowczością. Izba Reprezentantów stworzyła mu do tego odpowiednie narzędzia. Podpis to kwestia formalna. Myślę, że nie będzie zwlekał, a kolejne półtora miesiąca przed wyborami upłyną pod znakiem potencjalnego zastosowania sankcji” – podsumował Jewgienij Magda.

Podsumowując, wiadomość o uchwaleniu ustawy o „piekielnych sankcjach” brzmi imponująco, ale rzeczywisty efekt zależy od jednej osoby — Donalda Trumpa. I właśnie w tym tkwi główny problem. Trump znalazł się w sytuacji, w której odmowa podpisania ustawy będzie wyglądała źle, ale jej podpisanie i zastosowanie sankcji zada jeszcze gorszy cios. Najprawdopodobniej więc amerykański przywódca wybierze jakąś „trzecią drogę”: podpisze ustawę, ale w ten czy inny sposób nie skorzysta z niej. 

Ustawa o „piekielnych sankcjach” to potężne narzędzie. Jednak samo w sobie narzędzie niczego nie rozwiązuje, ponieważ jest jedynie środkiem. Czy Trump sięgnie po to narzędzie, czy też pozostawi je „zakurzone w szufladzie”, pokaże najbliższa przyszłość. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację