26 lat bez ostatecznej odpowiedzi: kto stał za zabójstwem Gongadze
16 września 2000 roku zaginął założyciel „Ukrainskiej Prawdy” Georgij Gongadze. Jego zabójstwo stało się jedną z najbardziej głośnych spraw w historii niepodległej Ukrainy, wywołało „skandal kasetowy”, masowe protesty pod hasłem „Ukraina bez Kuczmy” oraz sprawiło, że kwestia zleceniodawców zbrodni stała się na dziesięciolecia jednym z głównych nierozwiązanych tematów ukraińskiej polityki.
26 lat po zaginięciu dziennikarza kanał Telegramowy „PolityInformacja” podjął próbę odtworzenia wydarzeń, które poprzedziły jego śmierć, oraz zrekonstruowania toku rozumowania osób, które mogły stać za prześladowaniem Gongadze.
UA News przeanalizowało materiały opublikowane przez kanał i przedstawia wersję zaproponowaną przez autorów.
Pod koniec lat 90. Gongadze nie był jeszcze symbolem ukraińskiego dziennikarstwa

Dzisiaj Georgija Gongadze pamięta się przede wszystkim jako dziennikarza, którego zabójstwo stało się symbolem walki o wolność słowa. Jednak pod koniec lat 90. żył i pracował w zupełnie innej Ukrainie.
Telewizja pozostawała głównym źródłem informacji dla większości ludzi, duże media w znacznym stopniu zależały od polityków i grup biznesowych, a internet dopiero zaczynał przekształcać się w platformę medialną.
W 1997 roku Gongadze nawiązał bliski związek z dziennikarką Oleną Prytulą. W tym samym roku jego żona Myrosława urodziła dwie córki-bliźniaczki. Według wersji „PolitInformacji” ważną rolę w dalszym rozwoju wydarzeń odegrały podróże Gongadze i Prytuli do Stanów Zjednoczonych w ramach programów dziennikarskich. To właśnie tam rzekomo ostatecznie ukształtował się pomysł stworzenia własnego serwisu internetowego.
W kwietniu 2000 roku powstała „Ukrainska Prawda”. Dzisiaj jest to jedno z najbardziej znanych ukraińskich mediów, jednak na początku jego istnienia sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Grono odbiorców internetowych było niewielkie, praktycznie nie istniał jasny model biznesowy, a redakcji nieustannie brakowało pieniędzy.
Gongadze był zmuszony pożyczać pieniądze od znajomych i szukać finansowania wśród osób z różnych obozów politycznych. W materiałach kanału wspomina się o jego kontaktach z Natalią Witrenko, Aleksandrem Morozem, Jewhenem Marchukiem i innymi działaczami politycznymi.
Osobno autorzy wymieniają Michaiła Brodskiego, który – według ich wersji – zaczął regularnie wspierać finansowo nowe wydawnictwo.
Jednak problemy finansowe wkrótce przestały być największym zagrożeniem dla Gongadze.
Latem 2000 roku nazwisko Gongadze było już omawiane na najwyższym szczeblu
„PolitInformacja” zwraca uwagę na kilka publikacji „Ukrainskiej Prawdy”, które mogły zwrócić szczególną uwagę otoczenia prezydenta Leonida Kuczmy.
Jako jeden z takich przypadków autorzy wymieniają przedruk materiału rosyjskiego wydawnictwa dotyczącego Andrieja Derkacza – syna ówczesnego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Leonida Derkacza. W publikacji przedstawiano go jako potencjalnego przyszłego prezydenta Ukrainy. Zdaniem autorów kanału taka publikacja mogła dodatkowo zaostrzyć stosunki w kręgach politycznego kierownictwa kraju.
Najważniejsze jednak jest to, że Gongadze zaczął już zauważać, że jest śledzony. 14 lipca 2000 roku napisał list otwarty do prokuratora generalnego Michaiła Potebienki. Dziennikarz poinformował, że nieznani sprawcy zbierają informacje na jego temat, a samochód śledzi go w pobliżu domu i redakcji. Sam Gongadze nazwał to kampanią zastraszania i poprosił prokuraturę o interwencję.
Później okazało się, że Gongadze rzeczywiście znajdował się w kręgu zainteresowania struktur Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jednocześnie nagrania, które Mykoła Melniczenko wykonał w gabinecie Kuczmy, świadczyły o tym, że dziennikarz był przedmiotem rozmów prezydenta, ministra spraw wewnętrznych Jurija Kravczenki oraz innych wysokich urzędników. W jednym z opublikowanych fragmentów osoba o głosie Kravczenki mówi, że organy ścigania już sprawdzają, gdzie Gongadze się porusza i z kim utrzymuje kontakty.
Dlaczego w tej historii pojawia się Wołodymyr Lytwyn
Według autorów kanału ważną rolę w tym, że publikacje Gongadze'a regularnie trafiały do prezydenta, mógł odegrać ówczesny szef Administracji Prezydenta Włodzimierz Litwin.

„PolitiInformacja” odwołuje się do wersji, która od wielu lat krążyła wokół sprawy Gongadze: między Lytwinem a dziennikarzem mógł istnieć osobisty konflikt związany z Oleną Prytulą. Zgodnie z tą wersją Litwin darzył sympatią Prytulę, a jej relacje z Gongadze mogły budzić w nim zazdrość.
Autorzy kanału przypuszczają, że właśnie dlatego Lytwyn rzekomo zaczął regularnie przynosić Kuczmie wydruki publikacji „Ukrainskiej Prawdy” i zwracać na nie uwagę prezydenta. Taka wersja rzeczywiście pojawiała się w materiałach śledztwa i dziennikarskich dochodzeniach. „Ukrainska Pravda” już w 2010 roku pisała, że tak zwana wersja „motywu osobistego” dotycząca Litwina opierała się między innymi na zeznaniach Ołeksija Pukacza.
Komisja parlamentarna, która badała okoliczności sprawy Gongadze, przytoczyła również zeznania Melniczenki, zgodnie z którymi Lytwyn systematycznie dostarczał prezydentowi materiały dziennikarza. Były to wnioski komisji parlamentarnej, a nie ostateczny wyrok sądowy w sprawie Lytwyna.
Po opublikowaniu listu otwartego Gongadze sytuacja mogła się tylko zaostrzyć
Kuczma był zirytowany publikacjami Gongadze. Prezydent omawiał sprawę dziennikarza z kierownictwem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zaczęto śledzić Gongadze. Dziennikarz jednak to zauważył i publicznie zwrócił się do prokuratora generalnego. W ten sposób operacja, która miała pozostać tajna, wyszła na jaw.
Na opublikowanych nagraniach Melniczenki osoba o głosie Kravczenki faktycznie przyznaje się do problemu: Gongadze zauważył, że jest obserwowany, i złożył oświadczenie do prokuratora generalnego. Słychać tam również obietnicę, że nadal będzie się zajmowano dziennikarzem.
„PolitiInformacja” przypuszcza, że po tym wydarzeniu Kuczma wyraził niezadowolenie z pracy Kravczenki, a minister z kolei przenieśli tę presję na swoich podwładnych. Jednym z nich był Ołeksij Pukač. To właśnie jego grupa stała się później bezpośrednim sprawcą porwania Gongadze.
Trzy miesiące przed zabójstwem Gongadze ludzie Pukacza już wywozili kogoś do lasu
Jeden z kluczowych momentów rekonstrukcji wydarzyły się już w czerwcu 2000 roku. Wówczas porwano dziennikarza i działacza społecznego Ołeksija Podolskiego, który również ostro krytykował władzę Kuczmy.

Zabrano go poza granice Kijowa, pobito i grożono mu, po czym pozostawiono go na pastwę losu. Podolski przeżył. Udział Pukacza w tej zbrodni został później ustalony przez śledztwo i sąd. Historia Podolskiego jest ważna, ponieważ pokazuje sprawdzony już schemat działania.
Osobę sprzeciwiającą się władzy można było potajemnie zabrać w Kijowie, wywieźć w bezludne miejsce, pobić, zastraszyć i zostawić. Twórcy kanału przypuszczają, że na pewnym etapie coś podobnego mogło być planowane również w przypadku Gongadze.
Tym razem jednak wszystko zakończyło się zabójstwem.
Właśnie na szczeblu Kravczenki zadanie mogło ulec zmianie
Aleksiej Pukacz nie był przypadkowym funkcjonariuszem milicji. Piastował stanowisko kierownicze w systemie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i miał podwładnych, którzy potrafili profesjonalnie prowadzić potajemną obserwację oraz wykonywać nieoficjalne zadania.
W rekonstrukcji „PolitiInformacji” to właśnie relacje między Kuczmą, Kravczenką i Pukaczem stają się kluczem do tego, w jaki sposób prześladowanie dziennikarza mogło przerodzić się w fizyczne usunięcie. Autorzy przypuszczają, że początkowo chodziło o śledzenie i zastraszanie. Jednak po tym, jak Gongadze zauważył, że jest obserwowany, i napisał list otwarty, sytuacja uległa zmianie.
Zgodnie z tą wersją niezadowolenie prezydenta z Kravczenki ostatecznie przekształciło się w rozkaz, który otrzymał Pukacz. Sam Pukacz oświadczył później podczas procesów sądowych, że wykonywał rozkaz kierownictwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Sąd ustalił jego bezpośredni udział w uprowadzeniu i zabójstwie dziennikarza.
Jednocześnie kwestia, czy istniało zlecenie polityczne wykraczające poza szczebel Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i kto dokładnie je sformułował, nie doczekała się ostatecznej odpowiedzi sądowej.
15 września grupa Pukacza już śledziła Gongadze
Według wersji kanału porwanie mogło nastąpić już wieczorem 15 września. Grupa Pukacza nadal obserwowała dziennikarza i przygotowywała się do operacji. Jednak tego dnia do niej nie doszło.
Nadeszła sobota, 16 września 2000 roku. Dla Gongadze ten dzień rozpoczął się zupełnie zwyczajnie. Rano obudził się w swoim mieszkaniu przy ówczesnej ulicy Czerwonoarmijskiej – obecnie Wielkiej Wasylkowskiej. Żona Myrosława, dwie córki oraz niania Liubow Stepanchuk wybierały się na seminarium do Puszczy-Wodycy. Miał tam również przebywać przyjaciel Gongadze, Jewhen Hlibowicki.

Giorgi pozostał w Kijowie. Skontaktował się z Oleną Prytulą. Mieli spotkać się z dziennikarzem Wiaczesławem Pikhovszekiem. W tamtym czasie Pikhovszek był jednym z najbardziej znanych telewizyjnych dziennikarzy politycznych na Ukrainie i prowadził popularne programy polityczne.
Gongadze spóźnił się na spotkanie. Nie wiadomo dokładnie, o czym rozmawiali. Jednak według Mirosławy Gongadze po spotkaniu jej mąż był w dobrym nastroju. Obiecał, że wieczorem opowie jej o rozmowie.
Ta rozmowa już się nie odbędzie.
Wieczorem 16 września Gongadze przyjechał do Oleny Prytuli
Po spotkaniu z Pikhovszekiem Gongadze spotkał się z Oleną Prytulą. Udali się na obiad do niewielkiej restauracji, a w drodze stamtąd do redakcji „Ukrainskiej Prawdy” spotkali kilku znajomych.
Dalej zaczyna się najbardziej znana część chronologii ostatniego dnia życia dziennikarza. Wieczorem Gongadze przebywał w mieszkaniu Oleny Prytuly. Równolegle ludzie Pukacza nadal go śledzili.
Kiedy dziennikarz opuścił mieszkanie, znalazł się faktycznie pod kontrolą grupy funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dalszy przebieg wydarzeń został w znacznej mierze odtworzony przez śledztwo i sądy dopiero wiele lat później.
Gongadze wsadzono do samochodu i wywieziono poza granice Kijowa. W nocy z 16 na 17 września został zamordowany.
Później Pukacz powrócił na miejsce pochówku, wykopał ciało, odciął głowę i ponownie zakopał szczątki. To właśnie ciało bez głowy znaleziono później w lesie w pobliżu Taraszy. Okoliczności te zostały uwzględnione w wyroku skazującym Pukacza.
Ukraina nie wiedziała wówczas jeszcze, że dziennikarz nie żyje. Szukali go rodzina, przyjaciele i koledzy. A już po kilku miesiącach sprawa przestała być jedynie historią o zaginięciu człowieka.
Taśmy Melniczenki przekształciły zabójstwo dziennikarza w kryzys polityczny
27 listopada 2000 roku lider Partii Socjalistycznej Oleksandr Moroz wystąpił w Radzie Najwyższej i poinformował o istnieniu nagrań audio wykonanych przez pracownika prezydenckiej ochrony Mykołę Melniczenkę. Na nagraniach osoby o głosach wysokich rangą ukraińskich urzędników omawiały sprawę Georgija Gongadze.
Wśród nich były głosy przypisywane Leonidowi Kuczmie, Jurijowi Kravczenko, Wołodymyrowi Lytwinowi i Leonidowi Derkaczowi. To właśnie te nagrania wywołały „skandal kasetowy”. W 2011 roku przedstawiciele Prokuratury Generalnej oświadczyli, że nagrania Melniczenki zostały dołączone do akt sprawy jako dowody rzeczowe. W tym samym roku prokuratura poinformowała o przeprowadzeniu ekspertyz głosów Kuczmy i Kravczenki.

Jednocześnie historia prawna tych nagrań była skomplikowana: ich dopuszczalność, pochodzenie oraz możliwość wykorzystania w różnych postępowaniach karnych przez lata były przedmiotem sporów.
Nagrania te stanowią jeden z centralnych elementów całej wersji wydarzeń. Pozwalają one odtworzyć łańcuch wydarzeń, począwszy od niezadowolenia dziennikarza w gabinecie prezydenckim, poprzez inwigilację ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, aż po grupę Pukacza.
Jednak nawet one nie dają prostej odpowiedzi na główne pytanie.
Bezpośrednich sprawców ukarano, ale kwestia zlecenia pozostała otwarta
Ostatecznie udowodniono udział funkcjonariuszy milicji w porwaniu i zabójstwie Gongadze. Najważniejszą postacią w tej sprawie stał się Ołeksij Pukacz. Sąd uznał go za winnego zabójstwa Georgija Gongadze oraz innych przestępstw i skazał na dożywocie.

Jednak sprawa karna dała odpowiedź przede wszystkim na pytanie, kto bezpośrednio popełnił przestępstwo. Znacznie trudniejsza okazała się odpowiedź na pytanie — dlaczego to zrobiono i kto podjął decyzję polityczną, która uruchomiła cały mechanizm.
Parlamentarna komisja śledcza wyciągnęła w swoim czasie znacznie szersze wnioski dotyczące roli Kuczmy, Lytwyna, Kravchenko i innych urzędników, ale wnioski komisji parlamentarnej nie są równoznaczne z wyrokiem skazującym wydanym przez sąd.
Właśnie dlatego sprawa Gongadze’a, nawet po 26 latach, pozostaje czymś więcej niż tylko historią jednego zabójstwa.
Jest to opowieść o tym, jak daleko mogła się posunąć machina państwowa w walce z niewygodnym dziennikarzem – i dlaczego Ukraina do dziś nie otrzymała ostatecznej odpowiedzi sądowej na pytanie, kto dokładnie stał u samego początku tego łańcucha wydarzeń.
Czytaj nas na Telegram i Sends