Wymiana sankcji: czy Pukisz został uratowany kosztem sankcji nałożonych na Berezę?
Nałożono sankcje na Borysława Berezę, aby uchronić przed ograniczeniami posiadacza rosyjskiego paszportu Bogdana Pukisza, którego firma prawdopodobnie dostarczała Siłom Zbrojnym Ukrainy wadliwe miny moździerzowe o wartości setek milionów hrywien — były poseł Borysław Bereza oświadczył, że według informacji uzyskanych od jego źródeł w Biurze Prezydenta sankcje wobec niego mogły stać się częścią porozumień dotyczących zniesienia ograniczeń wobec Bogdana Pukisza.
Szczegóły tej tajnej operacji opublikował na swoim profilu na Facebooku sam Bereza. Według niego wyczerpujące dowody i chronologię spisku przekazały mu jego własne źródła spośród osób z kręgów władzy na Bankowej.

Jak zauważa Bereza, historia rozpoczęła się na początku maja 2026 roku, kiedy to na polecenie Wołodymyra Zełenskiego Rada Bezpieczeństwa Narodowego wprowadziła sankcje wobec byłego szefa Urzędu Prezydenta Andrieja Bogdana. Chcąc zdemonizować Bogdana w mediach i dodać go do listy osób o „rosyjskich powiązaniach”, na Bankowej w pośpiechu wpisano tam Bogdana Pukisza, którego w Urzędzie Prezydenta bezpośrednio i oficjalnie określono jako „partnera i sojusznika objętego sankcjami Wiktora Medvedczuka”. Aktywa Pukisza zostały zamrożone na okres dziesięciu lat. Jednak ten krok urzędników Urzędu Prezydenta pokrzyżował szeroko zakrojone plany finansowe zupełnie innym wpływowym grupom, które zarabiają na kontraktach obronnych.
Czym zasłynął Bogdan Pukisz
Nazwisko Bogdana Pukisha stało się powszechnie znane po skandalu związanym ze 120 tysiącami min moździerzowych kalibru 120 mm produkcji ukraińskiej, które – jak wykazały dochodzenia – okazały się niezdatne do użytku i mogły stanowić zagrożenie dla ukraińskich żołnierzy.
W maju 2025 roku dziennikarze opublikowali dochodzenie dotyczące wadliwej amunicji, rzekomo wyprodukowanej w zakładzie chemicznym w Pawłogradzie. Następnie organy ścigania poinformowały o zatrzymaniu kierownictwa zakładu oraz przedstawicieli Ministerstwa Obrony odpowiedzialnych za odbiór produkcji.
Zgodnie z wynikami dziennikarskich śledztw wśród dostawców komponentów do tej amunicji figurowała firma „Westchim”, którą wiąże się z Bogdanem Pukiszem. Doniesiono, że firma rzekomo dostarczała korpusy i inne elementy min moździerzowych.
Zaznaczono również, że firma „Westchim” przez kilka lat brała udział w realizacji kontraktów obronnych, a łączna wartość dostaw mogła sięgać 667 mln hrywien.
W źródłach otwartych znajduje się również informacja, że w 2012 roku Bogdan Pukisz rzekomo koordynował działalność ruchu „Ukraiński Wybór” w obwodzie iwano-frankowskim, którego założycielem był Wiktor Medwedczuk.
Ponadto w przestrzeni publicznej krążyły informacje o posiadaniu przez Pukisza rosyjskiego paszportu, co – według autorów tych materiałów – może świadczyć o jego obywatelstwie Federacji Rosyjskiej.


Zdjęcia i zrzuty ekranu ze strony Borysława Berezy na Facebooku
Pomimo takiego „flash-royala” kompromitujących informacji, w czerwcu 2026 roku do mediów przedostała się informacja, że planuje się zniesienie sankcji wobec Pukisha ze względu na interesy biznesmena Shtilermana i jego firmy Firepoint, a także ministra obrony Rustema Umerowa, których łączy się ze sprawą „Midas”. Nieformalną kontrolę nad tymi przedsiębiorstwami przypisuje się posłowi do Sejmu Narodowego z partii „Sługa Narodu” Fiodorowi Wenisławskiemu, który wcześniej aktywnie bronił producentów wadliwych min i oskarżał żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy o „nieudolność”.
Gambit sankcyjny
Berez twierdzi, że według informacji jego źródeł po jednym z posiedzeń Sztabu Naczelnego Dowódcy odbyła się rozmowa, podczas której rzekomo omawiano kwestię sankcji. Nie ma na razie niezależnego potwierdzenia tej informacji. Rzekomo ostateczne porozumienie w sprawie ratowania Pukisza zostało osiągnięte bezpośrednio podczas prywatnej rozmowy między Wołodymyrem Zełenskim, Umerowem i Sztilermanem. Aby znieść sankcje wobec posiadacza rosyjskiego paszportu i uniknąć fali publicznej krytyki, lobbyści rzekomo zaproponowali Zełenskiemu manewr odwracający uwagę — jednoczesne nałożenie sankcji na Berezę, który od dawna irytował Bankową swoją krytyką. Głównym argumentem, który rzekomo przekonał Zełenskiego, było to, że taki cios wymierzony w Berezę w przeddzień urodzin byłego Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy Walerija Zaluzhnego stanie się dla generała swego rodzaju bolesnym „życzeniem”.
Wynikiem tego spisku był dekret Prezydenta Ukrainy z dnia 7 lipca 2026 r., w którym Wołodymyr Zełenski uchylił sankcje wobec Pukisza, sojusznika Medvedczuka, i nałożył je na Borysława Berezę.

Dlaczego producent broni dalekiego zasięgu Denys Shtilerman miał osobiście angażować się w sprawę sankcji wobec Bogdana Pukisha – osoby powiązanej z Wiktorem Medvedczukiem, której zarzucano posiadanie rosyjskiego paszportu? Jeśli wierzyć wersji Borysława Berezy, odpowiedź jest prosta: pieniądze i interesy produkcyjne.
Zgodnie z tą wersją firma FirePoint potrzebowała specjalistycznych produktów chemicznych oraz mocy produkcyjnych, które znajdowały się pod kontrolą przedsiębiorstw powiązanych z Pukiszem. Po nałożeniu sankcji przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego wszelkie operacje prawne z nimi stały się praktycznie niemożliwe. Właśnie dlatego, jak twierdzi Bereza, kwestię tę rozstrzygano nie na poziomie negocjacji biznesowych, ale znacznie wyżej.
Zorganizowanie tak zakrojonej wymiany i zniesienie ograniczeń wobec osoby posiadającej rosyjski paszport bezpośrednio za pośrednictwem Sztabu Naczelnego Wodza – to nie jest łatwe zadanie, ale dla duetu Umerowa i Sztilermana, którzy nadzorują najdroższe programy obronne kraju, jest to całkowicie wykonalne.
Rylce w lufie „Elektroniki”: jak główny konstruktor z Bankowej pogubił się w miliardach, rajach podatkowych i własnych wyjaśnieniach
Jednak historia samego Denisa Shtilermana budzi co najmniej tyle samo pytań, co historia Bogdana Pukisha.
Podczas posiedzeń parlamentarnej Tymczasowej Komisji Śledczej szef FirePoint, znany w branży obronnej pod pseudonimem „Elektronik”, przedstawiał swoją firmę jako jedną z sił napędowych ukraińskiego przemysłu obronnego. Opowiadał o systemie obrony przeciwrakietowej „Freya”, dalekosiężnych FP-1, współpracy z europejskimi partnerami oraz udanych testach z udziałem przedstawicieli ambasady USA.
Jednak gdy głos zabrali przedstawiciele organizacji antykorupcyjnych, posłowie oraz szefowie organów państwowych, wokół FirePoint pojawiły się już zupełnie inne opinie.
Wersja Centrum Przeciwdziałania Korupcji: miliardowe dofinansowanie bez obiecanych rezultatów
Szef Centrum Przeciwdziałania Korupcji Witalij Szabunin poddał w wątpliwość skuteczność państwowego wsparcia dla FirePoint.
Według niego właśnie ta firma otrzymała finansowanie przewyższające łączne budżety kilku jej najbliższych konkurentów. Jednocześnie kraj tak i nie doczekał się publicznie zapowiadanych rezultatów – masowej produkcji ukraińskich rakiet balistycznych.
„Prezydent Ukrainy publicznie oświadczył, że pod koniec ubiegłego roku armia miała otrzymać 3 000 krajowych rakiet balistycznych. Rakiet tych w armii nie ma. Specjalistyczne czasopisma poświęcone tematyce obronnej odnotowały jedynie trzy lub cztery potwierdzone przypadki ich użycia bojowego” – stwierdził Szabunin.
Według niego, równolegle firma FirePoint prowadziła negocjacje w sprawie sprzedaży udziałów w spółce funduszowi inwestycyjnemu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich za około 300 mln dolarów.
NABU: drony za 60 tysięcy dolarów i sprawa „Midas”
Nie mniej głośne pytania pojawiły się również po opublikowaniu materiałów z postępowania karnego prowadzonego przez NABU, znanego jako sprawa „Midas”.
W szczególności w przestrzeni publicznej pojawiły się nagrania rozmów, w których omawiane jest finansowanie projektów FirePoint.
Sam Shtilerman tłumaczył wysoką cenę dalekosiężnego FP-1 drogim, importowanym wyposażeniem, twierdząc, że sama antena kosztuje około 16 tysięcy dolarów.
Jednak, jak twierdzili uczestnicy posiedzenia komisji śledczej, w materiałach śledztwa pojawia się zupełnie inna wycena kosztu własnego — około 10 tysięcy dolarów za urządzenie. Pojawiły się również twierdzenia o zawyżaniu liczby wyprodukowanych dronów oraz o niezwykle wysokiej rentowności kontraktów.
Osobno wspomniano, że firma FirePoint dobrowolnie zwróciła państwu 20 mln hrywien, które określono jako nadmiernie uzyskany zysk.
AMKU: dlaczego zablokowano umowę z arabskim inwestorem
Kolejnym epizodem była sprawa sprzedaży udziałów FirePoint inwestorowi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Shtilerman publicznie oświadczył, że Komisja Antymonopolowa bezpodstawnie blokuje inwestycje.
Jednak przewodniczący AMKU Pawło Kyrylenko przedstawił inne stanowisko. Według niego firma FirePoint nabyła wcześniej ukraińskie przedsiębiorstwo produkujące unikalne silniki do sprzętu wojskowego. W związku z tym sprzedaż całej spółki zagranicznemu inwestorowi oznaczałaby automatycznie przekazanie kontroli również nad tymi technologiami.
„Zapytałem wprost: jeśli jutro cała firma zostanie wykupiona przez podmiot zagraniczny, jakie są gwarancje, że technologie te będą służyć Ukrainie, a nie trafią na inne rynki?” – zaznaczył Kyrylenko.
Według niego, po tym jak AMKU poprosiła o przedstawienie dodatkowych gwarancji dotyczących ochrony interesów narodowych, inwestorzy nie powrócili już do tej transakcji.
Przeszłość, która również budziła wątpliwości
Podczas posiedzenia komisji śledczej poruszono również kwestię biografii samego Denisa Shtilermana. W szczególności przedstawiciele Centrum Polityki Kulturalnej oświadczyli, że do 2008 roku posiadał on obywatelstwo rosyjskie, pracował w Rosji, a także przez długi czas starał się odzyskać rosyjski paszport.
Kolejny epizod dotyczył posiedzeń Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNO). Po tym, jak Shtilerman oświadczył o swoim udziale w tych posiedzeniach, Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony oficjalnie poinformowała, że nie był on uczestnikiem jej posiedzeń.
Jeśli fakty ujawnione przez Borysława Berezę się potwierdzą, będzie to oznaczało, że polityka sankcyjna Ukrainy może być wykorzystywana nie tylko jako narzędzie ochrony państwa, ale także jako mechanizm służący prywatnym interesom. Wówczas głównym problemem nie będzie już nazwisko Pukisha, Sztilermana czy Berezy, ale pytanie: kto tak naprawdę podejmuje decyzje, które prezydentowi pozostaje jedynie sformalizować w postaci oficjalnego dekretu.
Czytaj nas na Telegram i Sends