Rosja wyolbrzymia swoje sukcesy na froncie, aby wpłynąć na przebieg negocjacji
Rosyjskie oświadczenia dotyczące kontroli nad terytoriami Ukrainy mogą utrudnić negocjacje w sprawie zakończenia wojny i stworzyć podstawy do oskarżeń Ukrainy o naruszenie ewentualnego rozejmu. Analityk wyjaśnił, w jaki sposób wyolbrzymianie postępów rosyjskich wojsk może wpłynąć na proces negocjacyjny.
Na to ryzyko zwrócił uwagę francuski analityk OSINT Clément Molin w swoim wpisie.
Według oceny analityka rosyjskie mapy przedstawiają znacznie większy obszar kontroli armii RF niż ten, który faktycznie kontroluje. Molen podkreśla, że rozbieżności między deklarowanymi a faktycznymi pozycjami mogą mieć konsekwencje nie tylko dla wojny informacyjnej, ale także dla przyszłych porozumień między Kijowem a Moskwą.
Molen przypuszcza, że podczas negocjacji strona rosyjska może domagać się uznania linii kontroli, którą sama wyznaczyła na swoich mapach. Jeśli porozumienia będą opierać się na tych deklaracjach, a nie na faktycznym rozmieszczeniu wojsk, może to stanowić przeszkodę w osiągnięciu porozumienia.
Analityk dostrzega szczególne zagrożenie w ewentualnym zawieszeniu ognia. Zgodnie z jego scenariuszem, jeśli rosyjskie mapy będą wskazywały pozycje armii RF 10–15 km przed rzeczywistą linią frontu, Moskwa będzie mogła oskarżać ukraińskich żołnierzy o ostrzał rosyjskich oddziałów na tych obszarach. Takie twierdzenia mogą potencjalnie służyć jako uzasadnienie naruszenia zawieszenia broni.
Na mapie analizowanej przez Molena na żółto zaznaczono terytoria, nad którymi kontrolę przypisuje sobie Federacja Rosyjska, a na czerwono – strefy faktycznej kontroli wojsk rosyjskich zgodnie z interpretacją autora. Wśród miejscowości, w odniesieniu do których oświadczenia Moskwy, zdaniem analityka, nie odpowiadają sytuacji na miejscu, wymienia on:
- Kupiańsk – miasto zaznaczone na rosyjskich mapach jako kontrolowane przez wojska Federacji Rosyjskiej.
- Liman – okupanci zaliczają go również do terytoriów znajdujących się pod kontrolą Rosji.
- Kostyantynówka i Dobropillia – miasta te figurują wśród miejscowości, które Moskwa przypisuje sobie.
- Orichów – część miasta na mapie zaznaczono jako otoczoną i kontrolowaną przez siły rosyjskie.
Oświadczenia o zajęciu miejscowości były już przedmiotem zaprzeczeń. W szczególności szef Biura Prezydenta, Kirill Budanow, poinformował, że Dobropillia w obwodzie donieckim pozostaje pod kontrolą Ukrainy, pomimo twierdzeń strony rosyjskiej o rzekomym zajęciu miasta.
Molen wiąże rozbieżności na mapach z szerszym problemem procesu negocjacyjnego. Według niego Ukraina wielokrotnie deklarowała gotowość do dialogu, proponowała zawieszenie ognia wzdłuż obecnej linii frontu oraz wstrzymanie ataków powietrznych. Analityk uważa, że Moskwa nie wykazuje natomiast gotowości do zakończenia wojny i wykorzystuje negocjacje we własnym interesie.
Według Molena rosyjskie kierownictwo może kontynuować działania zbrojne tak długo, jak długo Władimir Putin liczy na osiągnięcie zwycięstwa militarnego. W takim scenariuszu wojna może trwać latami, o ile na froncie nie nastąpi decydujący przełom.
Analityk podkreśla również, że wycofanie ukraińskich wojsk z suwerennego terytorium Ukrainy nie jest dla Kijowa akceptowalnym sposobem zakończenia wojny. Dlatego kwestia faktycznej linii frontu, jego zdaniem, będzie miała zasadnicze znaczenie dla wszelkich przyszłych porozumień.
Źródło: Clément Molen
Wcześniej informowano, że Kremenczuk znajduje się pod ostrzałem rosyjskich sił zbrojnych.
Liczba ofiar po ataku Rosji na Kremenczuk wzrosła do 34.
Przypomnijmy, że w Kijowie w wyniku nocnego ataku zginęły co najmniej dwie osoby.
Rosja uderzyła w infrastrukturę transportową w Zaporożu.
Rosja przeprowadziła również atak rakietami balistycznymi na Dniepr, w wyniku czego uszkodzono zakład przemysłowy.