CGT wezwała do strajków i protestów we Francji 3 listopada — RMF24
We Francji związek zawodowy CGT wezwał do przeprowadzenia 3 listopada pokojowych protestów i strajków. Dzieje się to po kilku tygodniach demonstracji, których kulminacja nastąpiła 17 października: na ulice wyszły setki tysięcy ludzi, a w niektórych miejscach pokojowe akcje przerodziły się w zamieszki, informuje RMF24.
Według portalu podczas zamieszek doszło do podpaleń, plądrowania sklepów i ataków na budynki władz lokalnych. Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał liderów politycznych do obniżenia napięcia. Władze będą starały się ustabilizować sytuację, ocenił politolog i były ambasador Polski we Francji Tomasz Młynarski.
Niezadowolenie z powodu kosztów życia
Młynarski powiązał protesty z wieloletnim narastaniem społecznego niezadowolenia. Wśród czynników wymienił drożyznę, wysokie koszty życia i spadek siły nabywczej. Jednocześnie, jego zdaniem, Francja przeżywa głębszy kryzys tożsamości i potrzebuje nowego ładu społeczno-gospodarczego.
Politolog zaznaczył, że konieczne reformy będą oznaczać cięcia wydatków, jednak francuskie społeczeństwo nie chce takich kroków. Wspomniał również o rosnącym długu publicznym i znacznych wydatkach na utrzymanie państwa.
Więcej aktualnych wiadomości na kanale UA.News w Telegramie Telegram.
Wpływ na kampanię wyborczą
W kwietniu przyszłego roku we Francji mają odbyć się wybory prezydenckie. Według Młynarskiego obecny kryzys jest politycznie korzystny dla opozycji. Lider lewicy Jean-Luc Mélenchon, w jego ocenie, potępia grabieże, jednocześnie popierając społeczne żądania protestujących.
Zamieszki przesuwają również publiczną dyskusję z kwestii programowych na bezpieczeństwo, co może być korzystne dla sił prawicowych, w tym dla ugrupowania politycznego Marine Le Pen, uważa ekspert. Dodał, że kryzys może osłabić i tak już niewielkie poparcie dla obozu prezydenckiego. Jednocześnie, jego zdaniem, żadna siła polityczna nie jest zainteresowana podżeganiem do przemocy.
Komentując twierdzenia o związku zamieszek z migracją, Młynarski stwierdził, że wśród uczestników są migranci, jednak nie są oni głównym źródłem przemocy. Osoby niszczące mienie określił jako chuliganów, a także zwrócił uwagę na problemy młodzieży z przedmieść, w tym bezrobocie i oczekiwanie znacznej pomocy społecznej od państwa.