To, co dzieje się w Polsce w ostatnich dniach, trudno nazwać po prostu sporem politycznym lub czymś w tym rodzaju. To pełnoprawny kryzys konstytucyjny, który rozgrywa się na naszych oczach. Jedna z gałęzi władzy oskarża drugą o uzurpację, a nawet o zamach stanu, na ulicach Warszawy pojawiają się tysiące ludzi, dochodzi do starć z policją, a prezydent kraju Karol Nawrocki przerywa oficjalną wizytę w Afryce i w trybie pilnym wraca do kraju. Całe to zamieszanie toczy się wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego (odpowiednika Sądu Konstytucyjnego na Ukrainie) – organu, który w zasadzie powinien być gwarantem stabilności, a zamiast tego stał się epicentrum burzy politycznej.
Dla Ukrainy są to również ważne wiadomości. Polska — jeden z kluczowych sojuszników Kijowa, wiodący partner i sąsiad. W kraju tym mieszka przecież ponad milion obywateli Ukrainy, a to, na ile stabilne będą tamtejsze władze, ma bezpośredni wpływ na pomoc wojskową, sytuację dyplomatyczną oraz perspektywy integracji europejskiej państwa ukraińskiego. Co dokładnie się wydarzyło, dlaczego konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa już od lat i jakie zagrożenia może to nieść w przyszłości – analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębił tę kwestię.
Co wydarzyło się w Polsce: chronologia konfliktu konstytucyjnego
Formalnym pretekstem do obecnego zaostrzenia sytuacji było wydarzenie wieczorem 30 października 2026 roku. Sędzia Anna Korwin-Piotrowska, której prezydent Nawrocki odmawia uznania za sędzię Trybunału, ogłosiła tymczasowe zawieszenie w pełnieniu obowiązków przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Swenczkowskiego oraz jego zastępcy Bartłomieja Sokhańskiego. Jako podstawę podała niewykonanie przez nich obowiązków służbowych – w szczególności blokowanie dopuszczenia do pracy pięciu nowo wybranych sędziów – a także niechęć do zwołania walnego zgromadzenia sędziów w celu zatwierdzenia budżetu.
Reakcja była natychmiastowa. Oficjalne konto Trybunału na X, kontrolowane przez dotychczasowe kierownictwo, nazwało to „bezprawnym przejęciem” i „zamachem stanu”. Do budynku sądu zaczęli napływać zwolennicy opozycyjnej partii „Prawo i Sprawiedliwość” (PiS) oraz ugrupowań skrajnie prawicowych. Policja użyła siły, część protestujących została zatrzymana. Prezes Nawrocki, który w tym czasie właśnie leciał z oficjalną wizytą do Senegalu, zawrócił samolot i powrócił do Warszawy. W środku nocy przybył do budynku Trybunału, gdzie doszło do ostrej wymiany zdań między nim a Korwin-Piotrowską.
Następnego dnia Nawrocki wydał oświadczenie o „naruszeniu porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej” oraz „siłowym przejęciu konstytucyjnego organu państwowego”. Zwołał nadzwyczajne konsultacje z liderami frakcji parlamentarnych. Równolegle były premier Mateusz Morawiecki, obecnie poseł do polskiego parlamentu (Sejm), zapowiedział wystąpienie z wnioskiem o wotum nieufności wobec rządu Tuska.
Premier Donald Tusk z kolei wygłosił oświadczenie, w którym za kryzys obarczył odpowiedzialnością PiS i Nawrockiego, stwierdzając, że „nikt, nawet prezydent, nie ma prawa wydawać poleceń sędziom ani ich zastraszać”. Podkreślił, że przywrócenie praworządności po latach rządów PiS to „trudny proces”, który wymaga „zdecydowanych działań”.

Dlaczego to trwa od lat: anatomia konfliktu konstytucyjnego
Aby zrozumieć, dlaczego jedna rezygnacja sędziego wywołała taką burzę polityczną, warto zauważyć, że konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa co najmniej od 2015 roku. Wówczas partia PiS, tuż po dojściu do władzy, zaczęła mianować swoich sędziów na stanowiska, które były już obsadzone przez poprzedni rząd. Wywołało to krytykę ze strony UE, która później uznała, że Trybunał nie spełnia standardów niezależnego sądu. Od tego czasu instytucja ta jest praktycznie sparaliżowana: orzeczenia nie są wykonywane, legitymizacja sędziów jest kwestionowana, a sam organ stał się areną politycznej walki.
Po dojściu do władzy koalicji Tuskowej w 2023 roku sytuacja miała ulec zmianie. Rząd obiecał przywrócić praworządność. Na przeszkodzie stanął jednak już wówczas prezydent Nawrocki – sojusznik PiS, wybrany w 2025 roku. W tym roku Sejm wybrał ośmiu nowych sędziów Trybunału, ale Nawrocki odmówił przyjęcia przysięgi od pięciu z nich, w tym od Korwin-Piotrowskiej. Uzasadnił to wątpliwościami co do zgodności kandydatów z formalnymi wymogami dotyczącymi profesjonalizmu i uczciwości. Jednocześnie przewodniczący Trybunału Swenczkowski (były wiceminister sprawiedliwości z czasów PiS) odmówił uznania nowych sędziów i nie dopuszczał ich do rozpatrywania spraw.
W ten sposób w polskim Trybunale Konstytucyjnym faktycznie istnieją dwie grupy sędziów: ci, których uznaje prezydent i stare kierownictwo, oraz ci, których uznaje większość parlamentarna oraz – zgodnie z opinią Komisji Weneckiej – znaczna część środowiska prawniczego. Korwin-Piotrowska, opierając się na swoim statusie sędzi z najdłuższym stażem wśród „nowej” grupy, postanowiła zmienić status quo i przejąć kontrolę nad Trybunałem w swoje ręce: właśnie to sprowokowało obecną eskalację.

Czy wpłynie to na Ukrainę?
Krótka odpowiedź: bezpośrednio – raczej nie, ale pośrednio – jest to całkiem możliwe. Polska pozostaje jednym z kluczowych partnerów Ukrainy, więc każda destabilizacja polskiego systemu politycznego nie może nie wpłynąć na stosunki dwustronne. Należy jednak zrozumieć charakter tego wpływu.
Po pierwsze, obecny kryzys jest sprawą czysto wewnętrzną Polski. Jest to konflikt między gałęziami władzy, który nie ma bezpośredniego związku z polityką zagraniczną. Ani Tusk, ani Nawrocki nie podważają poparcia dla Ukrainy. Obie strony publicznie potwierdzają swoje zaangażowanie w partnerstwo z Kijowem. Dlatego nie byłoby właściwe twierdzenie, że Polska w wyniku tego kryzysu w jakiś sposób ogólnie odwróci się od Ukrainy. Chociaż, bez wątpienia, cała polska elita polityczna skupia się obecnie nie na sprawach zagranicznych, ale na problemach wewnętrznych i procesach kryzysowych.
Po drugie, niestabilność polityczna w Warszawie rzeczywiście może utrudnić podejmowanie decyzji dotyczących Ukrainy. Jeśli rząd Tusk będzie poświęcał zasoby na walkę z prezydentem i opozycją, może to spowolnić realizację nowych pakietów pomocowych lub inicjatyw dyplomatycznych. Jednocześnie warto pamiętać, że kwestia ukraińska w Polsce już dawno przestała być przedmiotem konsensusu: jest ona przedmiotem zaciekłej walki wewnątrzpolitycznej i dyskusji.
Po trzecie, i to jest najważniejsze: Ukraina powinna powstrzymać się od jakichkolwiek komentarzy lub moralno-politycznych ocen tego kryzysu. To wewnętrzna sprawa Polaków, a ingerencja z zewnątrz – tym bardziej ze strony Kijowa, gdzie sytuacja w zakresie praworządności, delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza – może spowodować jeszcze większe pogłębienie konfliktu z Warszawą.
Poza tym Ukraina ma własne doświadczenia z podobnymi konfliktami wokół Trybunału Konstytucyjnego. Próby przepisania ustawy zasadniczej pod swoje potrzeby i/lub przejęcia kontroli nad Trybunałem Konstytucyjnym, z różnym skutkiem, podejmowali absolutnie wszyscy ukraińscy przywódcy. Dlatego obecne władze, jak nikt inny, powinny rozumieć delikatność takich sytuacji i nie dawać powodów do oskarżeń o stosowanie podwójnych standardów oraz wtrącanie się w sprawy, które ich nie dotyczą.

Opinie ekspertów
Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Magda zauważa: kryzys konstytucyjny w Polsce ma głębszy charakter, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Przypomina również, że polityczne „przepychanki” wokół Trybunału trwają już ponad 10 lat, a jako pierwszy zaczął „dostosowywać” jego działalność do własnych potrzeb politycznych ten, kto obecnie najbardziej oburza się na to, co się dzieje. To właśnie partia „Prawo i Sprawiedliwość” jako pierwsza zaczęła to robić.
„Sytuacja jest rzeczywiście złożona i wywołuje poważne spory. W publicznie ogłoszonych planach Karola Nawrockiego znajdują się bowiem zmiany w Konstytucji, które jak dotąd nie zostały poddane pod dyskusję. Jednak jasne jest, że Nawrocki nie jest zadowolony z obecnego stanu rzeczy, z obecnego podziału kompetencji w republice parlamentarnej, gdzie pozycja prezydenta jest, jego zdaniem, słaba. Zauważyliśmy kilka interesujących momentów. Po pierwsze, dążenie do zmiany kierownictwa Trybunału Konstytucyjnego właśnie w przeddzień Dnia Wszystkich Świętych, kiedy 99% Polaków udaje się na groby swoich bliskich. Po drugie, Karola Nawrockiego nie było w Polsce, a on nawet zawrócił samolot w drodze do Senegalu, aby powrócić. To dążenie Donalda Tuska do zapewnienia sobie pewnych korzyści politycznych. Tusk nie spodziewał się powrotu Nawrockiego, a Nawrocki zaczął działać w paradygmacie swego rodzaju politycznego wojownika. Sprawa ta jest mu bliska osobiście i, w gruncie rzeczy, nie ma innego wyboru, jak osobiście stawić się przed Trybunałem Konstytucyjnym i tam pokłócić się z jego sędziami.
Jednocześnie widzimy, że Nawrocki rozpoczął proces konsultacji politycznych z partiami prawicowymi i lewicowymi – czyli pokazuje, że konieczne jest znalezienie wyjścia z tej sytuacji. Tusk sugeruje, że nie jest skłonny do kompromisów i że nastąpi zmiana kierownictwa Trybunału Konstytucyjnego oraz zostaną podjęte różne odpowiednie kroki. Pojawiają się głosy, że konieczna jest reorganizacja Trybunału Konstytucyjnego. Przy zgodzie wszystkich stron nasuwa się pytanie: kto mógłby pełnić rolę arbitra w tej sprawie? W końcu stanowisko Nawrockiego odzwierciedla przecież w większym stopniu stanowisko sił prawicowych i trudno mu być arbitrem w tej sytuacji. Dlatego przypuszczam, że kryzys ten będzie trwał, a jego kolejnym przejawem będzie Marsz Niepodległości 11 listopada, w którym tradycyjnie uczestniczą siły prawicowe. Radziłbym też uważnie obserwować, kto będzie obok Nawrockiego podczas tego marszu. Brał w nim udział w zeszłym roku i myślę, że na pewno weźmie udział również w tym roku” – powiedział Magda.
Zdaniem politologa kryzys ten, podobnie jak każdy kryzys zagrażający podstawom stabilności Polski, stanowi zagrożenie dla Ukrainy, ponieważ jest to zagrożenie dla naszego strategicznego partnera.
„Dlatego zdecydowanie nie radziłbym czerpać z tego wszystkiego złośliwej satysfakcji, publikować jakichś memów itp. — bo szczerze mówiąc, i tak mamy nieco odmienne historie polityczne” — podsumował Jewgienij Magda.
Ekspert polityczny, zastępca dyrektora UIP Władysław Dzividziński, który obecnie mieszka w Polsce, jest przekonany: chodzi o możliwość uchwalania większości ustaw oraz interpretowania niektórych postanowień Konstytucji, które są punktami odniesienia dla polskiego społeczeństwa.
„Istota konfliktu polega na tym, że trwa walka o kontrolę nad sądem i o jego legitymację. Większość parlamentarna, na czele której stoi Donald Tusk, niedawno mianowała nowych sędziów. A prezydent Nawrocki, zgodnie z równowagą prawną w państwie, powinien przyjąć od nich przysięgę, ale tego nie uczynił. W związku z tym kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego nie dopuściło do pracy nowo mianowanych sędziów wybranych w ramach kwoty większości parlamentarnej. Pod koniec października cała sytuacja uległa zaostrzeniu, a jedna z sędzin, Anna Korwin-Piotrowska, ogłosiła odwołanie prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Senczkowskiego. Informacja ta natychmiast dotarła do prezydenta Nawrockiego, który przerwał swoją zagraniczną wizytę. Powrócił do Polski, udał się do budynku sądu, a wokół tego budynku doszło do pewnych protestów i starć.
W rzeczywistości mamy do czynienia z dwiema stronami politycznymi, dwiema gałęziami władzy w Polsce, a każda ze stron interpretuje to wydarzenie w sposób przeciwstawny. Rząd wraz z Tuskiem mówi o przywróceniu praworządności, konieczności uzupełnienia składu Trybunału Konstytucyjnego i nadania sędziom legitymizacji. Aby nasi czytelnicy mogli to zrozumieć, należy wiedzieć, że ten konflikt nie pojawił się nagle. W rzeczywistości należy cofnąć się do 2015 roku, kiedy to rządząca wówczas partia „Prawo i Sprawiedliwość” zmieniła równowagę w systemie sądowniczym. Jednak dojście Tusk do władzy na początku tej kadencji faktycznie zapoczątkowało proces odwrotny, czyli cofnięcie tego, co zostało zrobione w 2015 roku. Obecnie problem polega na tym, że każda strona polityczna uważa za zgodne z prawem wyłącznie swoje kadry i swoje decyzje, a decyzje drugiej gałęzi władzy – za niezgodne z prawem i nielegitymne. Właśnie ten konflikt i brak równowagi stanowią właściwą definicję tego, co się dzieje i dlaczego” – zauważa ekspert.
Jednocześnie, według politologa, największe zagrożenia, o których obecnie mówią niektóre źródła, w rzeczywistości nie istnieją. Nie należy mówić ani o rozpadzie rządu, ani o jakimkolwiek zaostrzeniu sytuacji, ani o zagrożeniu dla stabilności politycznej państwa. Jest to bowiem raczej kryzys instytucjonalny.
„A co najważniejsze – wszystko to dzieje się w przededniu wyborów w 2027 roku. Od momentu odejścia od jednoosobowych rządów partii „Prawo i Sprawiedliwość” w ciągu ostatnich kilku cykli politycznych w Polsce cały czas następuje przejście od jednej siły politycznej do drugiej. Oznacza to, że na zmianę rządzą opozycja i władza, zarówno parlamentarna, jak i prezydencka. Wszystkie te wydarzenia wpisują się w taki przedwczesny początek gromadzenia elektoratu i pozycjonowania się przed wyborami w 2027 roku. W najbliższym czasie spodziewałbym się kontynuacji pewnej konfrontacji między tymi gałęziami władzy oraz dwoma obozami politycznymi na płaszczyźnie prawnej i politycznej. Z pewnością pojawią się próby porozumienia się oraz zmobilizowania zwolenników swoich sił politycznych. To zgromadzenie pokaże, w jakim kierunku zmierza konflikt, ale i tak nie należy liczyć na to, że zostanie on wyczerpany i że nastąpi szybkie rozwiązanie sporu. Wymagałoby to bowiem porozumienia nie tylko w sprawie legitymizacji sędziów, ale ogólnego porozumienia o charakterze globalnym. Wszyscy starają się pokazać polskiemu społeczeństwu swoją siłę polityczną.
Na koniec dodam, że dla Ukraińców jest to zdecydowanie niekorzystna i nieprzyjemna sytuacja, ponieważ Polska pogrąża się w wewnętrznym kryzysie politycznym, stawia na pierwszym miejscu swoją agendę narodową i rozpoczyna odliczanie do kampanii parlamentarnej. W związku z tym kwestia jakiegokolwiek partnerstwa strategicznego lub zagranicznego może służyć jedynie jako pretekst, co nie jest niczym dobrym. W wymiarze strategicznym i prawnym Polska jest kluczowym partnerem w rozwiązywaniu pilnych problemów Ukrainy. Proces ten jest jednak nieunikniony. Będziemy dalej obserwować, jak się będzie rozwijał” – podsumował Władysław Dzividziński.

Podsumowując, obecny kryzys konstytucyjny w Polsce jest naturalnym skutkiem wieloletniego narastania sprzeczności wokół Trybunału Konstytucyjnego. Próba przejęcia siłą przez jedną stronę kontroli nad instytucją, którą druga strona uważa za nielegitymną, doprowadziła do otwartej konfrontacji na ulicach, interwencji policji oraz oświadczeń o „zamachu stanu”. Na rok przed wyborami parlamentarnymi (istnieje prawdopodobieństwo, że właśnie dlatego problem zaostrzył się właśnie teraz) jest to niezwykle niebezpieczny precedens, który może ostatecznie podzielić polskie społeczeństwo.
Dla Ukrainy sytuacja ta stanowi przypomnienie o tym, jak ważna jest stabilność polityczna w krajach partnerskich. Polska pozostaje dla Kijowa kluczowym sojusznikiem, ale jej problemy wewnętrzne mogą pośrednio utrudniać współpracę dwustronną. Dlatego najrozsądniejszą strategią dla Kijowa jest zachowanie neutralności i nieingerowanie w sprawy wewnętrzne Warszawy.